wtorek, 21 października 2008

Ploteczki

Chyba dziwaczeje albo coś innego się ze mną robi. Tak strasznie mnie nudzą a nawet męczą rozmowy typowo plotkarskie. A wiesz ta sąsiadka z IIIp. to ma szczęście bo... Słyszałaś, że syn Goździkowej... Oni mają za dużo kasy skoro kupili...
A co mnie to do cholerki wszystko obchodzi?! A niech robią co chcą byleby nie szkodzili swoimi działaniami innym. Absolutnie nie przeszkadza mi, że sześćdziesięcioletnia Zosia paraduje w miniówie i żółtych skarpetkach ani też to, że Iksiński grzebiący po śmietnikach kupił sobie nowy telewizor. Może tak właśnie zaoszczędził?
Nie mają co robić i z nudów węszą, podglądają. Lepiej zabrać się za coś pożytecznego i to przede wszystkim dla siebie. Są ogromne możliwości tylko trzeba chcieć. Podziwiam ostatnio dwie moje znajome, które rozpoczęły studia na UTW. Wielkie brawa dla nich! No ale od innych słyszę - im to dobrze, bo u nich w mieście jest taka możliwość, u nas nie ma. Normalnie można się załamać słuchając takiego biadolenia. Przecież nawet nie sprawdziły a nikt zawiadomień do domu nie przynosi. Wystarczy ciutkę się zainteresować bo wszelkich UTW, klubów i przeróżnych darmowych kursów dla osób po 50 jest wbrew pozorom bardzo dużo. Tylko trzeba chcieć.

poniedziałek, 20 października 2008

Za dużo

Czasami człowiek chce za dużo od życia i potem boleśnie się o tym przekonuje. A może to wcale nie za dużo tylko brakuje zrozumienia? Najgorsze jest to, ze o tym nie mam za bardzo komu powiedzieć. Tak, mam rodzinę i dobrą przyjaciółkę ale... nie, nie jest to temat do rozmowy z kimkolwiek więc pozostaje mój wierny blog. Tu nawet nie musze pisać bo wystarczy, ze pomyśle, przetrawię, popłaczę sobie nad klawiaturą i pewnie przejdzie.

Ktoś by mógł pomyśleć, ze nic innego nie potrafię jak tylko narzekać, ryczeć i marudzić ale tak nie jest. Mam radosne dni. Ten blog jest pisany anonimowo, jest takim miejscem gdzie mogę to zrobić i nikt nie będzie się dziwił. Nie wie o nim nikt poza ewentualnymi, przypadkowymi czytelnikami. Tak niech zostanie.

poniedziałek, 13 października 2008

Komis

Dzisiaj B. ma na uczelni egzamin komisyjny więc teoretycznie nie powinnam pisać tylko trzymać kciuki? No ale można pisać trzymając je.
Aż nie chce mi się wierzyć że do tego doszło, przecież zawsze była "paskową" uczennicą i to w szkołach o bardzo wysokim poziomie. Zmieniło się i co gorsze od czasu kiedy zaczęła chodzić z K. Mówią, że tak to czasem bywa jak pojawi się miłość ale jak widzę to troszkę inaczej. Rozumiem, że chcieliby być jak najczęściej razem i faktycznie często się spotykają ale B. całymi godzinami, żeby nie powiedzieć dniami, siedzi sama w pokoju i namiętnie gra na komputerze. Jakaś sieciowa gra ją tak wciągnęła, że wszystko inne co robi w domu, jeśli w ogóle coś robi, jest odwalane na szybko i byle jak. Prawdą jest że K. też w to gra i podejrzewam, że to on ją w to wciąga. Zamiast iść na spacer, do kina, na piwo to oni siedzą przed monitorami. Jeśli już nie mieszkają w jednym mieści, bo tak jest, chcą się kontaktować przez net to nie mogą po prostu porozmawiać tylko tłuc się w idiotycznej grze?

Trochę boje się o B. i dzisiaj mam zamiar poważnie z nią porozmawiać. Odnoszę wrażenie, że K. bardzo dominuje nad nią a B. jest bardzo podatna na wpływ innych osób. No może nie wszystkich. Przedwczoraj nie pojechała na urodziny kuzynki bo twierdziła ze będzie się uczyć, jednak wczoraj pojechała na cały dzień do K. mówiąc, że będą razem powtarzać materiał. Chyba nie napisałam, że ten egzamin komisyjny B. ma razem z K. Niestety tylko oni we dwoje nie zdali co też może o czymś świadczyć.

Bywały czasem inne sytuacje kiedy to B. uzależniała swoje decyzje od K. i całkowicie się do niego dostosowywała. Pamiętam jak kiedyś miała do niego rano jechać ale zadzwonił, że musi gdzieś zawieźć rodziców więc musi przyjechać później. W podobnej lecz odwrotnej sytuacji B. powiedziałaby mi że nie może mnie zawieźć bo umówiła się z K. I tu jest właśnie ta różnica a zarazem moje obawy.

piątek, 10 października 2008

A niech to wszystko...

Przez pół dnia ryczałam. Janowi zebrało się na szczera rozmowę i to przez komunikator. Czasami zastanawiam się czy on nie nic do roboty? Przecież jak kilka godzin będzie ze mną pisał to w końcu go z tej roboty wywalą?
Jest mi strasznie przykro bo wychodzi na to, że ja mam we wszystkim ulegać i się dostosowywać do niego. Taki banalny przykład. Jan lubi kłaść się spać wcześnie, może nawet o 20-tej a ja przeciwnie. Ponieważ był ostatnio jakiś naburmuszony to dla świętego spokoju kładłam się grzeczniutko wcześnie, skutkiem czego buło kilkugodzinne przewracanie się z boku na bok, poty, uderzenia gorąca. Na pewno bardziej nasilone niż w normalnym funkcjonowaniu bo to przecież jest normalne, że wszelkie tego typu dolegliwości nasilają się podczas nocnego spoczynku. To jest całkiem podobnie jak z różnymi bólami. Zajęcie się czymś pozawala na troszkę zapomnieć o dolegliwościach, oczywiście o takich w miarę łagodnych.
Z jaką zazdrością patrzę na wpisy pisane przez babeczki w nocnych porach na jednym z for dyskusyjnych gdzie troszkę się udzielam. Czy im mężowie też wypominają nocne siedzenie przed komputerem?

No i oczywiście na seks też musiało zejść. I jedno musze stwierdzić. Zamurowało mnie jak po moim wyznaniu, ze właściwe dla mnie może nie istnieć, że mnie nie podnieca a pozwalam na to jedynie dla tego żeby on był zadowolony. Po tym jak on sam stwierdził że przez lata ja nie doznałam satysfakcji tylko on. Po moim stwierdzeniu, że ja nie chce rezygnować całkiem z seksu on... ucieszył się z tego, że ja nie chce całkiem rezygnować!! Matko a gdzie odrobina tej męskiej dumy?? Czy przez tyle lat jemu było wsio ryba czy ja mam z tego przyjemność czy nie? No tak, przykre to ale tak musiało być. I taki człowiek zarzuca mi brak uczucia?

Dwie różne krople

Wczoraj po kuchni kręcił mi się pewien przystojniak. Kolega G. Czy może jak ona sama mówi bardzo dobry kumpel, robił jej czekoladę na gorąco. Hmm... bardzo dobry kumpel? No może, chociaż biorąc pod uwagę fakt, że stale się spotykają nie wiem czy nie jest to jednak coś więcej? No ale niech będzie dobry kumpel.
Doszłam do wniosku że obie moje córki bardzo się różnią. He, może wyglądać, że dopiero wczoraj do takiego wniosku doszłam ale zapewniam, że było to już dużo wcześniej. G. jest i była zawsze bardzo otwarta, towarzyska a wszelkie wydarzenia dnia codziennego opowiada mi ze szczegółami. Mówiąc szczerze to czasem dość dużo czasu potrafi jej to zająć a opowiadając coś zabawnego zawsze płyną jej łzy, rodności oczywiście.
B. natomiast jest bardzo zamknięta w sobie i nawet rzadko wychodzi ze swojego pokoju. Jak przychodzi do niej K. zamykają się i siedzą tylko we dwoje. Właściwie to więcej wiem o dobrym kumplu G. niż o chłopaku B. z którym spotykają się już jakieś dwa lata. Wszelkie próby dłuższej rozmowy z B. kończą się na wymianie dwóch trzech zdań. Owszem jeśli zadać jej jakieś konkretne pytanie to odpowie ale najczęściej kierując się już w stronę swojego pokoju tak jakby chciała uniknąć kolejnych.
Dwie dziewczyny wychowywane w podobny sposób a tak różne zachowania. Mógłby ktoś pomyśleć że może G. była faworyzowana ale nie, tak nie było. Zresztą B. też kiedyś była inna. Teraz mam wrażenie że odchodzi od nas.

czwartek, 9 października 2008

Drogi

Przed chwilą rozmawiałam z przyjaciółką i usłyszałam a właściwie przeczytałam, że nasze drogi się rozchodzą :( Strasznie smutno mi się zrobiło. Siedziałam cały dzień i czekałam aż wróci z kursów jakie niedawno zaczęła, siedziałam i czekałam na chwilę rozmowy. I rozmowa urwała się a co najgorsze podobno za moją przyczyną :( A tak czekałam :(

Smutno

"Smutno cieszyć się w samotności" - Gotthold Ephraim Lessing

To prawda. Niby wszystko jest OK. Jest rodzina, mąż, dzieci ale czasem nachodzi taka chwila, że jakoś smutno się robi. Każdy biega to do pracy, to na zajęcia, to znowu spotkanie ze znajomymi z klasy. Biegają i siedzą ze współpracownikami, koleżankami ze studiów, widzą codziennie ludzkie twarze. Ja też widzę. Widzę twarze zmęczonych ekspedientek, spieszących się nie wiadomo do czego przechodniów, poirytowanych korkami kierowców, ale widzę też uśmiech rozgrzanej patelni, radość gotującego się ziemniaka i wesołe oczy rosołu. Czy mogę mieć powód do smutku? Czy mam prawo do tego?



Mgliście

Poleciałam na zakupy ale jakoś tak mgliście jest, ze kupiłam tylko to co niezbędne do wykarmienia rodzinki. Powinnam cos kupić na urodziny bratanicy ale zrzucę tę przyjemność na G. W końcu jest w zbliżonym wieku i pewnie lepiej orientuje się co i jak. Coś czuję, że skończy się na odwiedzeniu mydlarni i ładnym, pachnącym zestawie. Ba, sama bym się nie pogniewała gdybym taki dostała, może kiedyś? Urodziny bratanicy są już w sobotę więc trzeba się sprężyć.
Jak dla mnie to mglista jest również przyjemność tego spotkania bo nie wiem czy bratowa znowu nie zacznie opowiadać jak to ktoś tam się bardzo odchudza, ile zrzucił, jaką ma dietę, jak dba o swoje zdrowie. Szkoda, że sama tak nie dba paląc jak lokomotywa. Nie będę ukrywać, że ja też palę i to jak dwie lokomotywy ale ja nie obwieszczam całemu światu jakie zdrowy tryb życia prowadzę, nie pouczam innych tak niby przypadkiem że coś powinni chyba zmienić? Najpierw trzeba spojrzeć na siebie. To nigdy nie jest wprost - Baska musisz się odchudzać ale między wierszami można wyczytać. A ja to wszystko mam w nosie. No nie zawsze.
Jak życie takie mgliste to może mniej będę widoczna jako ta o szerokim tyłku? :)

1, 2, 3... 10

Tak czasem sobie liczę i chyba pomaga, żeby nie wybuchnąć. Może powinnam po rosyjsku to przy okazji jeszcze bym kogoś uzdrowiła jak Kaszpirowski? :)
Zastanawiam się ostatnio co gorsze dla otoczenia, babskie klimakterium czy męska andropauza? O kobiecych problemach w okresie przekwitania coraz więcej się mówi, szuka się lepszych leków i sposobów łagodniejszego przejścia. Panowie? Właściwe to nie wiem czy mogą zastosować jakieś leczenie bo owszem mówi się, że coś takiego przechodzą ale jakoś mało. Dlaczego? Czyżby zakładano, ze oni z zasady nie lubią chodzić do lekarza a już tym bardziej z takimi problemami? Może właśnie powinno się głośniej o tym trąbić, żeby do nich dotarło? Ja już pomijam problemy seksualne ale coraz częściej odnoszę wrażenie, że zmiany w psychice a co za tym idzie w zachowaniu są duże i często gęsto powodują problemy małżeńskie. Czasem na prawe trudno wytrzymać jakieś takie humory, dziwne poglądy i zachowania. A może to nie ma zawiązku z jakąś andropauzą tylko oni po prostu tak mają?
Wiem, że kobiety też w tym okresie potrafią być nieznośne ale one przynajmniej starają się jakoś temu zaradzić.

środa, 8 października 2008

Skleroza

Pamiętałam, że po powrocie od przyjaciółki mam termin badania UKG czyli wygląda na to, że nie jest tak źle z tą moją pamięcią. A jednak jest źle skoro wczoraj w porze obiadowej poszukałam skierowania żeby sprawdzić godzinę. Byłam przekonana, że badanie mam 8 października. Jakież było moje zdziwienie jak zobaczyłam na nim datę 7.10 i to w dodatku godzinę 10.00 a było już po 14-tej. Cholera... to co mi przyszło w pierwszym momencie do głowy. Ludzie czekają miesiącami na terminy a ja sobie po prostu nie poszłam! No cóż nie pozostaje nic innego jak dzwonić do przychodni i prosić o nowy termin, na szczęście wizytę kontrolną u kardiologa mam dopiero w styczniu. Może do tego czasu uda mi się to załatwić?
Czy to już tak coraz gorzej będzie z ta pamięcią? Oj bo dość często o czymś zapominam albo przestawiam w swoim harmonogramie. Nie dawno poszłam do lekarza z dwugodzinnym opóźnieniem i myślałam że będę dużo za wcześnie. Okazało się, że pan doktor czekał na mnie czytając gazetkę. He... dobrze, że lubi czytać. Pewnie dlatego zapisał mi cos tam na poprawę pamięci ;)

wtorek, 7 października 2008

Spotkanie

Wczoraj wróciłam od przyjaciółki gdzie spędziłam niestety tylko trzy dni. Dlaczego niestety? Wspaniale czuje się w jej towarzystwie i bardzo żałuję, ze dzieli nas tyle kilometrów. Tak dobrze się rozumiemy i to nawet bez słów. Kiedyś dawno, dawno temu myślałam, że mam przyjaciółkę ale prawdę mówiąc dopiero teraz wiem co znaczy tak na prawdę przyjaźń i dziękuje Bogu że dane mi było poznać to. Szkoda że dopiero w wieku 50 lat ale chyba mam jeszcze przed sobą trochę życia by się tym nacieszyć? Oby tylko nikt nie próbował tego zniszczyć z zazdrości bo bardzo mi się narazi.
To na prawdę wspaniałe uczucie mieć kogoś kto wszystko potrafi zrozumieć, kto nie dziwi się takiemu czy innemu zachowaniu, kto pomoże choćby tylko samym słowem ale w jak wspaniały sposób. Mieć kogoś przed kim można bez oporów mówić o swoich błędach, wadach, mieć kogoś komu można się wypłakać w rękaw, mieć kogoś z kim można się pośmiać z własnej głupoty i wiele, wiele innych.
Pewnie, że jest też rodzina ale jednak taka babska przyjaźń to co innego i chyba każda z kobiet, która ma autentyczną i szczerą (nawet do bólu) przyjaciółkę przyzna mi rację.
Jan twierdzi że to on jest moim najlepszym przyjacielem i to prawda że jest ale mentalność męska dość znacznie różni się od kobiecej i jest wiele spraw, które kobieta potrafi lepiej zrozumieć. A zrozumienie to bardzo ważny aspekt naszego postępowania i jeśli go zabraknie to można zacząć wątpić w siebie co prędzej czy później może doprowadzić nawet do głębokiej depresji, zwłaszcza w dość trudnym dla kobiet okresie jakim jest klimakterium.

Więc nie powinni się dziwić faceci, że my kobiety lubimy takie babskie spotkania, pogaduchy, że nawet wspólne wygłupy są nam potrzebne. Szkoda, że "marsjanie" nie zawsze to rozumieją.

czwartek, 2 października 2008

Szczęście

"Bo nie żyję ani w przeszłości, ani w przyszłości. Dla mnie istnieje tylko dzisiaj i nie obchodzi mnie nic więcej. Jeśli kiedyś uda ci się trwać w teraźniejszości, staniesz się szczęśliwym człowiekiem."
Paulo Coelho

Wiele mądrości jest w tych słowach, zresztą Paulo Coelho to wspaniały alchemik słów.
Szczęście... Kto nie chciałby go doznać, poczuć, mieć zawsze przy sobie? Żyć teraźniejszością? Wydaje się takie proste ale czy zawsze nam się to udaję? Te ciągłe myśli a co będzie jutro, za tydzień, za rok? Czy jeśli postąpię tak to za miesiąc nie będę tego żałować? Nie przyniesie to złych skutków? Tysiące wątpliwości kolebie się po naszych głowach odcinając nam to codzienne szczęście i radość. Zamiast cieszyć się dniem dzisiejszym, tymi drobnymi radościami kryjącymi się w zakątkach naszego nawet najskromniejszego życia szukamy problemów. Szczęścia szukamy wszędzie naokoło a zapominamy, że można go znaleźć w sobie. I nie trzeba być ani sławnym ani bogatym żeby go znaleźć.
No to sobie porozmyślałam i dochodzę do wniosku, że taka postawa byłaby idealna, tylko dlaczego tak trudno ją przyjąć? Nie chodzi mi nawet o sławę czy bogactwo a jedynie o to, ze tak cholernie trudno jest żyć dniem dzisiejszym nie myśląc co będzie jutro. Na pewno warto cieszyć się drobiazgami, czerpać z nich radość. Czy czuje radość kiedy ktoś przypadkowy na ulicy uśmiechnie się do mnie? Jest mi miło ale czy to radość? A może właśnie powinno to być małą radością?
Pamiętam jak kiedyś szczęściem było zdobycie papieru toaletowego :) Ludzie biegali po ulicach z uśmiechem na twarzy bo kupili coś czego niemożna było na co dzień dostać ale to była ta materialna radość z którą teraz tez mamy do czynienia. A radość wewnętrzna? Właściwie czy można ją w jakikolwiek sposób dzielić? To chyba błąd w moich rozmyślaniach? Radość to radość na którą składa się wiele czynników i chyba najważniejsze jest właściwe podejście do życia. Co z tego skoro większość z nas po prostu lubi narzekać.