środa, 24 września 2008

Deszcz

Dzisiaj rano jadąc do przychodni na badanie słuchałam radia. Strasznie narzekali słuchacze na obecna aurę, jak źle się czują bo biometr jest bardzo niekorzystny. Mokro zimno, szaro to i samopoczucie do bani. Może tak ale czy koniecznie? Czy to trochę nie sugestia, ze jak taka pogoda to i nastrój musi być taki?
Zaraz kojarzy mi się "Deszczowa piosenka" bo sama lubię deszcz i niekoniecznie musi mi się kojarzyć z gorszym nastrojem. Jak zimno i mokro to kubek gorącej herbaty pomaga, dobre towarzystwo tez jest wtedy w cenie a jak jeszcze dołożyć do tego dobrą książkę to już jest całkiem dobrze. Na pewno nie chodzę przy takiej pogodzie na długie spacery a tym bardziej nie tańczę w kałużach ale nie dołuje mnie, potrafię się uśmiechać gdy krople deszczu bija o parapety.
Frank Sinatra - Singing in the Rain

poniedziałek, 22 września 2008

Zabiegi

Coś ostatnio zdrówko szwankuje. Wyszło na to, że w listopadzie czekają mnie dwie operacje... a może lepiej nazwać to zabiegi? Już kilka miesięcy temu uzgodniłam z ginekologiem zabieg 3w1 a teraz doszedł mi zabieg na zaćmę. Tego drogiego nie mam co nawet próbować zmieniać na inny termin bo najchętniej poszłabym na niego już dzisiaj, ślepa jestem i tyle. Szczęście w nieszczęściu, że zapisano mnie na przyspieszoną listę bo czas oczekiwania na zabieg to jakiś półtorej roku. Podobno w listopadzie mam szanse na telefon w tej sprawie ze szpitala, oby.
Zastanawiam się tylko jak ja będę funkcjonować po tym zabiegi skoro przez ileś tam tygodni nie wolno dźwigać a nawet się schylać? Teoretycznie nie mieszkam w domu sama ale znam życie. Jedno pracuje, biega do taty a pozostałe dwie na uczelni a ja będę kombinować jak przynieść zakupy do domu nic nie dźwigając. Może pomogą, może...

piątek, 19 września 2008

Rozmowa

Jak to dobrze mieć przyjaciółkę od serca. Wystarczy godzinka rozmowy przez Skype żeby nastrój znacznie się poprawił. Nie potrzebowałam pocieszania, głaskania po główce bo to czasem jeszcze bardziej pogarsza sytuację, potrzebowałam tylko i wyłącznie rozmowy, serca które jest otwarte a przede wszystkim potrafi zrozumieć.
Bardzo żałuję, ze mieszkamy dość daleko od siebie ale z drugiej strony cieszę się, że istnieje takie dobrodziejstwo jak internet. A jeszcze bardziej się cieszę jak pomyśle, ze już niedługo się spotkamy

czwartek, 18 września 2008

Zasnąć

Chciałabym zasnąć... nie wiem na jak długo... może na zawsze?
Może przynajmniej na miesiąc, dwa?
Szkoda, że jestem tchórzem i nie potrafię tego zrobić.

Myśl

Włączyłam rano komputer, komunikator i zaraz wyskoczyła mi wiadomość od Janka - Miłość nie przychodzi sama na zawołanie i nagle nie odchodzi, życie z nią jest piekne ale traci sens gdy jej już nie ma. Dopisał, że taka myśl mu rano przyszła.
Jakoś tak nie miło mi się zrobiło po przeczytaniu tych słów, wręcz smutno. Zastanawia mnie jedna rzecz, dlaczego w okresach kiedy ze względu na jakiś problem medyczny trzeba powstrzymać się od seksu przychodza mu do głowy takie myśłi? Teraz niestety mam jakiś stan zapalny w układzie moczowym, biorę leki ale przecież to nie przechodzi w ciągu jednego dnia. Kiedy wszystko u mnie jest ok, uprawiamy sekst to zupełnie innymi słowami potrafi mnie witać z pracy. Czy to nie jest przykre? Czy wszyscy mężczyźni myślą i odbierają życie takimi kategoriami?

środa, 17 września 2008

Wynalazki i odkrycia

Wynalazki i odkrycia - kobieta kontra mężczyzna

Mężczyzna odkrył broń, wynalazł polowanie.
Kobieta odkryła polowanie, wynalazła futra.

Mężczyzna odkrył kolory, wynalazł malowanie.
Kobieta odkryła malarstwo, wynalazła makijaż.

Mężczyzna odkrył mowę, wynalazł konwersację.
Kobieta odkryła konwersację, wynalazła plotkę.

Mężczyzna odkrył rolnictwo, wynalazł jedzenie.
Kobieta odkryła jedzenie, wynalazła dietę.

Mężczyzna odkrył przyjaźń, wynalazł miłość.
Kobieta odkryła miłość, wynalazła małżeństwo.

Mężczyzna odkrył kobietę, wynalazł seks.
Kobieta odkryła seks, wynalazła ból głowy.

Mężczyzna odkrył handel, wynalazł pieniądze.
Kobieta odkryła pieniądze, i to zrujnowało mężczyznę...

Gumki

Dorobiłam się jakiegoś stanu zapalnego i stale biegam do kibelka. Zastanawiam się czy to nie jakieś podrażnienie od tworzywa bo już dawno zauważyłam, że na wszelkie gumy i plastiki źle reaguję. Wystarczy, że przewieszę sobie reklamówkę z szerokimi plastikowymi uszami na przedramieniu żeby po chwili wyskoczyły bąble pokrzywkowe. Kiedyś podczas krwotoku z nosa założono mi balonik z którego gumowa rurka wychodziła przez dziurkę od nosa. Efekt - spora rana pozostałość w postaci blizny oraz dużo mniejszej dziurki w nosie. Jestem teraz asymetryczna.
Jan bardzo chciał zrobić dodatkową atrakcje w postaci malutkiego wibratorka i chyba zrobił atrakcje w postaci stanu zapalnego. Cholerka wie czy on go w ogóle umył? Dla niego to chyba nie była jakaś większa podnieta a dla mnie? Hmm... Dawno, dawno temu wiedziałam co to satysfakcja w pewnej sytuacji ale to już prehistoria. No ale jak powiedziała mi pewna znajoma, przecież facet musi bo inaczej będzie łaził zmierzły. A kobieta? A kobieta musi się truć chemią w ramach antykoncepcji albo tolerować gumki po których dostaje jakiś torbieli i raz po raz muszą jej coś tam wycinać. Ciekawe ile razy można tak wycinać, przecież nie ma tam tego zbyt wiele? Dobrze, że jeszcze są spiralki, chociaż nie każda może je mieć a one przecież i tak mają pewne dawki hormonów. Dlaczego nikt nie wymyślił tabletek antykoncepcyjnych dla facetów? Ładne mi równouprawnienie.

wtorek, 16 września 2008

Listy do współmałżonków...

Chcąc poprawić sobie trochę humor poczytałam kilka odpowiednich stron a że ten tekst mi się bardzo spodobał to wklejam :)

Do mojej drogiej żony:

W ubiegłym roku miałem zamiar kochać sie z Tobą 365 razy. Udało mi sie 36, czyli przeciętnie co 10 dni.
Oto lista, dlaczego nie udało mi sie częściej:
-54 razy prześcieradła były czyste,
-17 razy było już zbyt późno,
-49 razy byłaś zbyt zmęczona,
-20 razy było za gorąco,
-15 razy udawałaś, ze spisz,
-22 razy bolała cię głowa,
-17 razy balas sie, ze obudzisz dziecko,
-16 razy byłaś zbyt obolała,
-12 razy był niewłaściwy okres w miesiącu,
-19 razy musiałaś wcześnie wstać,
-9 razy nie miałaś nastroju,
-7 razy byłaś zbyt poparzona od słońca,
-6 razy oglądałaś do późna telewizje,
-5 razy miałaś nowa fryzurę i nie chciałaś jej potargać,
-3 razy mówiłaś, ze sąsiedzi nas usłyszą,
-9 razy mówiłaś, ze twoja matka nas usłyszy.
Te 36 razy, które sie udały, nie były satysfakcjonujące ponieważ
-6 razy byłaś bierna i po prostu leżałaś,
-8 razy przypomniałaś mi o dziurze w suficie,
-4 razy poganiałaś mnie,
-7 razy musiałem cię obudzić i powiedzieć, ze już skończyłem

Do mojego drogiego męża:

Myślę, ze trochę przekręciłeś przyczyny z powodu których , nie zrobiłeś tego częściej :
-5 razy wróciłeś do domu pijany i probowałeś pieprzyc sie z kotem,
-36 razy w ogóle nie wróciłeś do domu na noc,
-21 nie byleś w stanie,
-33 razy przyszedłeś zbyt wcześnie,
-19 razy zrobił sie miękki zanim wszedł,
-38 razy pracowałeś do późna,
-10 razy złapał cię skurcz w palce,
-29 razy musiałeś wcześnie wstać , bo szedłeś grac w golfa,
-2 razy biłeś sie i ktoś cię kopnął w jaja,
-4 razy zaciął sie tobie zamek w spodniach,
-3 razy byleś przeziębiony i miałeś katar,
-2 razy miałeś drzazgę w palcu,
-20 razy straciłeś nastrój , myśląc o tym cały dzień,
-6 razy przyszedłeś w brudnej piżamie,
-98 razy byleś zbyt zajęty oglądając mecze piłki nożnej i inne

Wtedy kiedy sie Tobie udało, powodem dla którego leżałam i byłam bierna był fakt, ze nie widziałeś dokładnie gdzie leżę i pieprzyłeś prześcieradło.

Nastrój

Może przez tę pogodę mam taki coraz gorszy nastrój? Za oknem szaro buro a do tego pada i jest zimno. Faktem jest, że zazwyczaj byłam zimnolubna i deszcz mi w zasadzie nie przeszkadzał ale dzisiaj jest jakoś inaczej. Strasznie nie chciało mi się wychodzić na zakupy ale była taka potrzeba. Co prawda B. jest w domu ale chyba wolałam nawet nie wspominać ze nie mam za bardzo ochoty targać czterech siatek z zakupami i do tego trzymać w drugiej ręce parasol. Pewnie by zapytała że ona to niby może? Nich sobie "dziecko" posiedzi w domku przy komputerku i pogra w idiotyczna grę. Czasami się zastanawiam czy to właśnie nie ta gra tak na nią wpłynęła? Cholera muszę poczytać co to za wymysł jest. Ooops, czasem trafia mi się tu jakieś przekleństwo... Chyba muszę zmienić ustawienia bloga na taki dla dorosłych? A po co ma mi ktoś zarzucać, że moje teksty nie nadają się dla dzieci? Z drugiej strony, gdyby tak dorośli posłuchali tekstów dzieci?
A co przekleństw to zazwyczaj ich nie używam ale czasem przychodzi taki dzień jak dzisiaj, że mogłabym sypać całymi wiązkami. Wiem, że nic to nie pomoże i nie zmieni ale jakoś tak lżej chyba? A może mi się wydaje?
Mmmm... Zapachniało rosołkiem :) oj jaką miałam na niego ochotę a jeszcze do tego suszę trochę włoszczyzny na zimę i zapachy są bardzo spotęgowane.

Co ludzie powiedzą?

Niedawno Jan zapytał mnie dlaczego nie chodzę do kościoła. Fakt, jestem osobą wierzącą i chodziłam ale od pewnego czasu nie chodzę, nie dlatego że przestałam wierzyć ale i tak nie o tym chciałam pisać. Mąż mi powiedział że jak sąsiadka nie widzi nas razem w niedzielę to co ona sobie pomyśli? Że już razem nie mieszkamy, że jesteśmy w separacji?
A czy to ważne co sobie sąsiadka pomyśli zwłaszcza że sama nie chodzi z mężem na mszę, chodzą każde na inną godzinę. A gdybym całkiem przestała wierzyć to? byłabym trędowata?
Ech to krótkie zdanie - co ludzie powiedzą? Jak ono często ogranicza ludzi w swoich działaniach, w byciu sobą. Oczywiście, że są pewne normy społeczne, przepisy prawne i zwyczaje środowiskowe ale czasem są to jakieś bardzo dziwaczne poglądy niektórych osób i środowisk. Dlaczego na przykład młody chłopak ubrany w czarne skóry i z dredami na głowie musi być zaraz ostatnim łotrem czy narkomanem? Czasem może to być o wiele lepszy człowiek niż nie jedna świątobliwa osóbka. A czy nie jest tak, że spojrzenia kierowane w stronę człowieka w skórach i z dredami są pełne pogardy albo strachu, że jest niebezpieczny?
A gdybym tak ja, osoba mająca 50 lat, pofarbowała sobie włosy na zielono to mogłabym przejść ulicą bez głupich spojrzeń? Hmm trzeb zrobić eksperyment :) oj ale może przynajmniej z innym kolorem? Nie lubię zielonego.
A gdybym tak przeszła się główną ulicą gwiżdżąc ulubioną melodię to nikt by się przynajmniej nie obejrzał? Czy nikt by nie pomyślał że coś u mnie z głową nie tak? A dla mnie to byłby może bardzo radosny dzień kiedy to chce się śpiewać, gwizdać a nawet skakać z radości. Czasem wydaje mi się, że zbytnie pokazywanie radości jest złe.

poniedziałek, 15 września 2008

Poniedziałkowo

Dzisiaj zaliczyłam już wizytę u kardiologa na którą oczywiście czekałam jakieś pół roku, normalka. Na moje szczęście nie było dużej kolejki i udało mi sie to załatwić w godzinkę. Pani doktor bardzo mnie pocieszyła mówiąc, że teraz w okresie przekwitania wszystko może sie zdarzyć i na pewno będę teraz pod specjalnym nadzorem.
A wracając do dnia wczorajszego to chyba Jan zauważył że nie bardzo mi się podobało jego wyjście bo chodził i się przymilał niczym wygłodniały kot. Pooglądał chwilę telewizje i poszedł spać a ja posiedziałam przy kompie i ucięłam sobie miłą pogawędkę z przyjaciółką. Szkoda że dzieli nas trochę kilometrów bo potrzebuje takich rozmów, nawet jeśli są to rozmowy o gotowaniu kapusty a nie ma to jednak jak rozmowa na żywo. Już się cieszę bo na początku października spotkamy się, pojadę ja odwodzić.

niedziela, 14 września 2008

Żyć własnym życiem

Ech, kiedyś wydawało mi się, ze z każdym kolejnym dniem swojego życia będę wszystko lepiej rozumiała, że pewne zachowania innych osób nie będą mnie już tak zaskakiwały. A jednak myliłam się, często jest wręcz odwrotnie. Wczoraj mieliśmy gości bo starsza córka obchodziła imieniny. Wcześniejszy remont w domu trochę przeciągał się i właściwe gro sprzątania zostało na piątkowe popołudnie i sobotę. Teoretycznie solenizantka powinna być zainteresowana tym jak jej goście zostaną przyjęci, czy będzie wysprzątane, czy na stole coś się znajdzie a było inaczej, pojechała sobie do chłopaka ale obiecała że w sobotę przyjedzie tak żeby jeszcze zdążyć posprzątać co nieco. I jak było? Przyjechała na gotowe i nawet nie próbowała odrobinę się wytłumaczyć. Wyszło na to że dla niej to normalne, że mamusia i tatuś wszystko zrobią sami a może siostra trochę pomoże? Podczas przyjęcia... rany to już była gruba przesada. Bratanica przychodziła zapytać czy w czymś pomóc a córka siedziała. Po imprezie? Zniosła ze stołu kilka szklanek i... poszła na komputer. Dzisiaj rano? Wstała i pojechała do chłopaka. Jaki wniosek? Przyjechała pojeść, odebrać prezenty i to chyba bardzo dużo w jej mniemaniu.

Nie wiem co się dzieje?? Przecież nie była taka kiedyś. Niestety to było ostatnie przyjęcie imieninowe które jej przygotowałam, jest dorosła i musi sama zadbać o to jak przyjmie swoich gości, ja też będę jej gościem pomimo tego, że mieszkamy pod jednym dachem.
Gdyby taka sytuacja miała miejsce sporadycznie nie podjęłabym takiej decyzji ale to zaczyna być nagminne zachowanie a ja nie mam zamiaru być służącą swojego dziecka. I tak jak powiedziała mi znajoma - czas przestać się dziećmi zajmować i zacząć żyć własnym życiem!

A dzisiaj niedziela, taki niby rodzinny dzień. A ja siedzę sobie tu sama jak palec i właściwie to nie wiem czy tak mi nie jest dobrze? Jedna panna u chłopaka a druga pojechała wykorzystać jeszcze wakacje i razem ze znajomymi wybrała się na tydzień w góry. I dobrze bo przecież trudno żeby siedziały w domu. A! Jeszcze jest mąż, no tak ale on też wyszedł bo przecież jest niedziela a te są zarezerwowane dla jego rodziców a po śmierci mamy dla ojca. Nie ważne, że wczoraj teść był u nas i się wiedzieli, przecież jest niedziela. I tak się teraz zastanawiam... żyć własnym życiem? Dlaczego nie, mam co robić i z kim rozmawiać ale dlaczego do cholery niektórym to przeszkadza??

"Wolnym bowiem jest człowiek tylko wtedy, gdy jest samotny" - Artur Schopenhauer




środa, 10 września 2008

Nasze "domy"

"Wyobraź sobie, ze jesteś domem. Jaki to jest dom?

Jako dom mam wiele pokoi, które są różnymi aspektami mojej osobowości. Z zewnątrz ten dom wygląda całkiem nieźle, mógłby być lepszy ale ujdzie. Drzwi frontowe są zawsze zamknięte. Niektórych ludzi wpuszczam do pomieszczeń od frontu. To są przyjemne, ładnie umeblowane pokoje, dobrze się w nich pracuje i przyjmuje gości. Od tyłu jest pokój, gdzie wpuszczam tylko jedną dwie osoby. To ciemny pokój. Tam przebywam, kiedy jestem sam. Pod nim jest piwnica. Drzwi do piwnicy trzymam zamknięte. Tam kryje się coś strasznego. Gdyby ludzie wiedzieli co kryje się w moim domu byłbym skończony.

Większość ludzi postrzega siebie jako taki właśnie dom. Niektórzy z nas próbują udawać, że piwnica i to co się w niej znajduje, nie istnieją. To udawanie sprawia, że nie czują się całym domem, tylko fasadą. Nie czują się osobą, tylko frontem osoby. Bardzo często przyjmują ludzi w swoich frontowych pokojach, są mili i uprzejmi. Wydaje im się, że muszą być cały czas zajęci, że musi dziać się coś ciekawego, żeby nie odczuli pustki i ciemności jaka w nich tkwi.

Większość ludzi uważa, że są w istocie źli i nie do przyjęcia ale jeśli będą to ukrywać, jeśli będą usilnie starać się być dobrzy, inni nigdy się nie dowiedzą prawdy o nich i zaakceptują ich, polubią a nawet pokochają.

Gdy przyszedłeś na świat, wcale nie uważałeś, że jesteś zły, nie do przyjęcia. Gdy się urodziłeś, ty i ten dom, którym jesteś, był przestronny i gościnny. Nic nie wiedziałeś o mrocznych piwnicach i złych, tkwiących w tobie instynktach. Byłeś, jaki byłeś - otwarty, ciekawy, ufny, kochałeś i chciałeś być kochany, chciałeś się przypodobać i wszystkim cieszyć.
Potem dorośli wokół ciebie, ci sami, którym chciałeś się przypodobać, zaczęli dawać ci do zrozumienia, że jest w tobie coś niedobrego i że twój przestronny dom potrzebuje piwnicy, żeby to zło schować. To zło miało różne nazwy."

Fragment książki Dorothy Rowe "Przewodnik po życiu"

Czy to nie prawda, że czujemy się źle, mamy o sobie czasem złe zdanie właśnie z powodu innych? Tak często kierujemy się w życiu zasadą - a co inni powiedzą. Po co? dla kogo? Na pewno nie dla siebie.

niedziela, 7 września 2008

Przekupstwo?

Ostatnio było trochę zgrzytów między mną a Janem, no cóż po iluś tam latach małżeństwa czasem to się przytrafia. Było tez trochę inwestycji w chałupę i cieszy mnie to bo zaczyna lepiej wyglądać. Nie zawsze była możliwość wyremontowania tego i owego bo ograniczały finanse więc tym bardziej cieszę się, że teraz i to się polepszyło. Jakież było moje zaskoczenie wczoraj wieczorem kiedy Jan zapytał mnie czy zauważyłam że wszystko co powiem jest realizowane, jak to bardzo dogadza MI we wszystkim. Czyżby w ten sposób chciał pokazać mi jaki jest dobry? Ja kicham na materialną dobroć, wolę wyrozumiałość, zaufanie i miłość okazywane nie koniecznie tylko poprzez seks a dostałam trochę martwych rzeczy na które myślałam że zapracowaliśmy wspólnie.
O rany! To znaczy ze nowe meble, nowe gary, nowe firanki, płytki w łazience są DLA MNIE? A ja myślałam, że małżeństwo to jakiś rodzaj wspólnoty. Hmm teraz nie wypada mi nic innego jak przez dwa lata dziękować swojemu darczyńcy.
Ech faceci, jak oni coś zrobią to klękacie narody, patrzcie jaki jestem wspaniały!

wtorek, 2 września 2008

Byle jak

Miałam wczoraj dołkowaty dzień i najchętniej zaszyłabym się sama w jakimś koncie. Nawet trudno było mi powiedzieć co było tego przyczyną. Nie miałam ochoty nawet siedziałam w kuchni popijając herbatę za herbatą, czasem chodziłam się na chwilkę położyć. Widziałam jak pilnie obserwuje mnie mąż, gdzie bym nie poszła to czułam jego oczy na sobie. W końcu zapytał co mnie boli, odpowiedziałam, ze nic. To dlaczego leżysz? Oj byłam tak rozdrażniona, że chciałam odpowiedzieć ostrzej ale wiedziałam że to nie jego wina więc powiedziałam, ze po prostu mam ochotę chwilkę poleżeć. Jan był wyraźnie zły, że nie mówię mu dlaczego jestem w takim nastroju. Na początku pytał a nieco później zauważyłam ża zaczyna trochę ciskać wszystkim. Rany czy nie można zrozumieć że czasem ktoś potrzebuje być sam na sam ze sobą? Obrażony, że nic mu nie mówię a przeciez ja sama za bardzo nie wiedziłam co mi jest, miałam zmyśłać, kłamać i mówić że boli mnie głowa?
Przyjaciółce też napisałam, że nie będzie mnie przy kompie i też prawie się obraziła, chciała wiedzieć co mi jest. Nie wystarczała odpowiedź, że po prostu nie mam ochoty bo, jak mi powiedziała zawsze jest jakaś przyczyna. Na pewno jest ale nie potrafiłam akurat wczoraj odpowiedzieć dlaczego mam taki nastrój, taki, że wystarczyło jedno słowo lub krzywe spojrzenie aby zaczynały lecieć łzy. Może hormony? Może zmęczenie życiem? Może coś w pogodzie? A kto to wie. Czy jednak do diabła muszę być zawsze w dobrym nastroju? Dyspozycyjna dla każdego, odpowiadająca na każde pytanie?

poniedziałek, 1 września 2008

Wycieczka

Wczoraj byłam z Janem na wycieczce w pięknym rezerwacie. Co mi się najbardziej podobało? Nie było tam tłumów turystów a to zapewne z powodu prawdziwej głuszy, bez zaplecza gastronomicznego. Nie wiedziałam, że tak blisko mnie są jeszcze takie miejsca, piękne i prawie bezludne. Podczas bardzo długiego spaceru słychać było jedynie ptactwo, och jak fajnie.
Niestety po powrocie odezwały się moje pięty. Dokładniej pisząc ostrogi. Ech tak fajnie się chodziło i muszą być tego takie skutki? Pomyślałam sobie, że chyba najlepszym rozwiązaniem jest rower. Pięty nie będą boleć a wycieczki są możliwe. Jest tylko jeden problem... no może dwa. Mój stary rower nadaje się tylko i wyłącznie na złom czyli znowu wydatek a tych ostatnio mi nie brakuje. Drugi problem to fakt mieszkania na III piętrze i to z tych wysokich. Nie bardzo uśmiecha mi się znoszenie i wnoszenie roweru z moim kręgosłupem. I jak tu więcej się ruszać? Buu.. A może jednak coś wymyślę?
Tak, teraz to wiem na pewno, że wycieczki rowerowe to jest to czego mi potrzeba. Całkiem samotne wycieczki. Dziwne, że takie? Może ja po prostu dziwaczeję? Nie, nie, to nie to, czasami lubię się poczuć w 100% wolna, kiedy nikt mi nie mówi gdzie mam skręcić, jak szybko jechać, gdzie się zatrzymać. Kiedy mogę myśleć co chcę i nikt nie dopytuje się "o czym myślisz", a jak zachce mi się płakać to nikt nie męczy mnie o tego powody. Potrzebuję takich chwil.

Odminana

O czym mogą świadczyć takie wypowiedzi z jakimi często się spotykam:
- poszłam spać a w łóżku miła niespodzianka, córka wcisnęła się na miejsce męża a on musiał iść spać do innego pokoju
- mąż poszedł do szpitala na niewielki zabieg, szkoda ze zatrzymają go TYLKO na jedną noc
- dwa tygodnie odpoczynku, mój jedzie na dłuższą delegację

Takie wypowiedzi zazwyczaj padają z ust kobiet będących nieco dłużej w związku. Dlaczego? No cóż, chyba każdy potrzebuje czasem trochę odpoczynku? Czy zawsze oznacza to że w małżeństwie źle się dzieje? Pewnie, że czasem tak ale nie zawsze. Są różne sytuacje i jak na przykład żona nie pracuje, niezbyt często widuje się ze znajomymi to ciągłe przebywanie z jedna osobą wymaga od czasu do czasu jakiejś zmiany. Szkoda że nie wszyscy mężowie to rozumieją.