środa, 27 sierpnia 2008

Uff...

Dzisiaj mnie dobrze przegonili po bieżni. Miałam tak zwaną próbę wysiłkową i szczerze mówiąc to byłam przekonana, ze długo nie wytrzymam. Jak można mieć w miare dobrą kondycje siedząc tyle przy komputerze? Dobrze, ze przynajmniej mieszkanie mam duże, do kuchni czy łazienki to już całkiem niezły spacerek. Chodząc tak po tej bieżni pomyślałam, że gdyby tak do niej przymocować klawiaturę a z przodu postawić monitor to i kondycje można by poprawiać przy komputerze. Tylko komu by sie chciało? He, mi na pewno nie.

wtorek, 26 sierpnia 2008

Ciekawość?

Zastanawiam się nad jedna rzeczą. Dlaczego mąż czyta na forum dyskusyjnym posty swojej żony ale w dość ciekawy sposób. Nie czyta forum tak jak to robi większość ludzi tylko wchodzi na jej profil i wyszukuje wszystkie jej ostatnie posty. Czy to jest normalne? Przecież w ten sposób nawet za bardzo nie wie o czym mowa i bardzo możliwa jest błędna interpretacja jej słow. Przecież wypowiedzi na ogół wynikają z toku całej rozmowy i takie wyrywkowe czytanie nie ma najmniejszego sensu. Widać, że jednak dla niektórych ma sens tylko jaki? Podglądanie, sprawdzanie, szpiegowanie?

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Sport to zdrowie

Zaczął sie kolejny tydzień i mam nadzieję, ze nie będzie upalny chociaż w drugiej połowie sierpnia upałów raczej już nie ma. W środę mam próbę wysiłkową i zastanawiam sie jak szybko ją skończę :) Kondycja u mnie jest na poziomi zerowym jeśli tak to można określić. Ba, można by chyba nawet powiedzieć, że na poziomie ujemnym. Tak to jest jeśli się za dużo pracuje w pozycji siedzącej. Moja trasa to komputer kuchnia, kuchnia komputer a gotowanie obiadu trudno nazwać sportem. No chyba że tańcem, kręcąc łyżką w garnku mogę mówić że robię piruety zsuwając coś z patelni na talerz? he he, to prawie jak skoki narciarskie.
Dopiero teraz sobie uświadomiłam jak wiele praca pani domu ma wspólnego ze sportem. Mamy już taniec, skoki narciarskie a co dalej? Na pierwszym miejscu powinnam wymienić podnoszenie ciężarów i to jeszcze jakie.Tak się zastanawiam kto wpadł na taki wynalazek? Na pewno facet.
Kolejny sport to chyba łyżwiarstwo? Takie ślizganie sie po równej powierzchni przypomina mi prasowanie, a może odwrotnie? Do tego należy koniecznie dołożyć hokej na trawie bo przecież prawie nie różni się od mycia podłóg mopem.
Ech gdyby tak poszukać to na pewno wiele jeszcze znalazłoby się takich "sportów". I co tu się dziwić, że kobiety są bardziej wytrzymałe skoro sport to ich codzienność.

niedziela, 24 sierpnia 2008

Przyjaciółka

Jakiś czas temu poznałam przez internet przyjaciółkę. Oczywiście nie od razu tak ją nazywałam bo chyba nie jest to możliwe? Częste kontakty najpierw na forum dyskusyjnym, później również przez komunikatory, aż wreszcie doszło do pierwszych spotkań w realu. Pewnie nie jedna znajomość zaczęła się właśnie przez net i nie jedna znajomość przemieniła się w coś więcej. Czasem dwoje ludzi po jakimś czasie rozmów internetowych poznaje się, łączy i żyje dalej już razem. Znane są przecież małżeństwa, które poznały się właśnie w ten sposób. Oczywiście wśród tego typu znajomości nie brakuje też prawdziwych przyjaźni. I jak można krytykować internet?
Ja właśnie dzięki internetowi po pięćdziesięciu latach życia zdobyłam przyjaciółkę do której mam ogromne zaufanie. Co więcej jest osobą z którą potrafię rozmawiać absolutnie o wszystkim a prawdę mówiąc nie mam takich osób wokół siebie. Nie, nie, nie znaczy to że nie mam bliskich mi osób! Mam, mam męża, dzieci i rodzinę nieco dalszą ale nie potrafię z nimi rozmawiać aż tak szczerze. Oczywiście Jan mi zarzuca, ze nie jestem z nim taka szczera, nie mówię o wszystkich swoich myślach. Ech czasami mam wrażenie, że gdyby mógł to chętnie by do nich zajrzał. Jednak dobra przyjaciółka to co innego i trochę przykro mi, że moja druga polówka nie zawsze przychylnym okiem patrzy na moje z nią pogaduszki. Czyżby była to zwykła zazdrość? Niestety ale Jan prawdziwego przyjaciela nie ma i chyba nigdy nie miał a przynajmniej mi nic o takowym nie wiadomo. Może też dlatego nie wie co to przyjaźń i jak wiele dla drugiego człowieka może znaczyć.

sobota, 23 sierpnia 2008

Mało, mało, mało

Znam jedną osobę... oj nie, nie jedną :) która ciągle narzeka na brak kasy. A bo mnie na to nie stać...
Jak można tak stale narzekać? Najśmieszniejsze jest to, że odwiedzając raz po raz takie osoby widuje często gęsto jakieś nowe rzeczy w domu na które osoby nawet bardziej majętne zazwyczaj nie mogą sobie pozwolić. I jak to razem pogodzić? Nie ma 20zł na wycieczkę szkolną ale ma kilkaset na buty dla nastolatki. Paranoja! Ja rozumiem, że każdy ma jakieś tam priorytety, dla jednych najważniejszy jest pełen brzuch dla drugich mieszkanie a jeszcze dla innych zupełnie niepotrzebne zabawki czyli gadżety. Tylko po co stale zamęczać innych jak to mają cienko w budżecie domowym?
Parę dni temu widziałam nowy nabytek, mata do skakania czy jak to mi powiedziano tańczenia przy komputerze. Faktycznie mata, jakieś pola na niej namalowane a wszystko to podłączone do komputera na monitorze którego wyświetlane są do rytmu melodii strzałki gdzie przeskoczyć nogami. Rety, to już nie można sobie tak poskakać bez maty a najlepiej jeszcze na łonie natury zamiast w domu? A bo to niby koordynuje coś tam ;) na powietrzu też można wymyślić zabawy które coś koordynują ale ile taniej będzie!

piątek, 22 sierpnia 2008

Smętnie

Dzisiaj mi jakoś tak smętnie. Dwa dni temu mąż odebrał telefon, dzwoniła jego kuzynka. Była w odwiedzinach w ich rodzinnych stronach poza naszym krajem i po powrocie chciała nas zaprosić aby poopowiadać co tam słychać. Bardzo zdziwiłam się gdy usłyszałam, że mąż od razu, bez chwili namysłu odpowiedział, że ja nie przyjadę bo mamy remont. :( Wyszło na to, że ja nadaje się jedynie do sprzątania po fachowcach a nie na spotkania towarzyskie. Nie było to miłe. Nawet nie spróbował znaleźć jakiegoś rozwiązania żebyśmy mogli pojechać razem a czy nie można było po prostu przeprosić i powiedzieć, że przyjedziemy ale troszkę później?
Ostatnio odnoszę coraz częściej wrażenie że mąż wolałby, żebym siedziała cały czas w domu. Może lepiej od razu przykuć do kaloryfera w kuchni? E nie, nie mamy kaloryfera. Pojechał sam a ja nic wcześniej nie mówiłam o tym jak odebrałam jego reakcję na zaproszenie. Miał wracając zrobić w markecie zakupy ale już dzwonił że zrobi jutro bo chyba tam dłużej posiedzi.
Oj, czeka nas poważna rozmowa.

wtorek, 19 sierpnia 2008

Normy

Wczoraj chodząc troche po mieście szukając paru drobiazgów. Postanowiłam wrócić przez park bo to i krósza droga i przyjemniejsza.Pewna pani wyprowadzając swojego pieska chyba bardzo sie na niego zdenerwowała i przyłożyła mu przez grzbiet smyczą. Oczywiście zaraz znalazł sie obok ktoś to wyraził swoje oburzenie na temat bicia psa i miał rację. Jednak ta sytacaja dała mi trochę do myślenia.
Żyję już na tym świecie 50 lat i muszę przyznać, że podobnych sytacji widziałam wiele, jednak nie przypominam sobie żebym widziła jak ktoś zwraca uwagę matce dającej klapsa własnemu dziecku. Czy to nie jest dziwne? Czy na to są jakieś normu społeczne? Czy to takie społeczne przyzwolenie?
Lubię zarówno dzieci jak i psy ale bardzo nie lubię jak jednym czy drugim dzieje się krzywda a bicie, nawet to"symboliczne" jest krzywdą. Trudno nazwać to medtodą wychowawczą. Cóż to za metoda wychowawcza, ktora uczy jedynie agresji? Przecież skoro tak bliska osoba jak matka może mnie uderzyć to dlaczego ja nie mogę kogoś kogo nie znam, zupełnie obcego? Jak do tego dołożyć przepełnione agresją filmy ba, nawet bajki to czym to będzie skutkować?
Zaraz pewnie znalazł by się ktoś kto stanie w obronie rodziców raczących swoje pociechy klapsami, bo przecież bez tego to wychowanie bezstresowe, które nie przynosi nic dobrego, dzieci są rozwydrzone. A czy nie można wychować dziecka bez klapsów na porządnego człowieka? Czy to może rodzice stosujący kary cielesne nie dorośli do tego by być rodzicami nie mając innych metod?
Dziwne te nasze normy społeczne i to nie tylko w przypadku tego tematu ale o innych może innym razem.

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Wyjazd

Tak bardzo chciałam gdzieś wyjechać w tym letnim sezonie ale stale coś wypada. Miałam nadzieję,ze przynajmniej jakieś jednodniowe wyjazdy będą możliwe ale albo jest zbyt wysoka temperatura jak dla mnie a jak już spadnie to albo coś mnie zatrzymuje w domu albo Janek nie ma czasu bo musi jechac na dziłakę czy gdzieś tam służbowo. Szczerze mówiąc jakby chciał to byłoby to możliwe ale widocznie są ważniejsze rzeczy czy osoby niż własna żona.
Niby taki troskliwy mąż, taki uczynny i jak tylko potrzeba to pomaga ale... czy życie to tylko obowiązki domowe no i oczywiście takie dodatki jak czułości? Pogłaska, przytuli się, zapyta jak sie czuje ale o tym, że ja po prostu potrzebuję jakiejś odmiany, jakiegoś innego towarzystwa poza tym domowym nie pomyśli. A przecież tak na dobrą sprawę to ja kibluję w domu bo pracę mam taką, którą robię właśnie tu. Jedyne kontakty jakie mam od jakiegoś czasu to te przez internet a i tak czasem słyszę, że za długo siedzę przy kompie.
Wracając do wyjazdów to fakt, że mi proponuje nawet na klika dnie ale po pierwsze zawsze tylko z nim a po drugie na propozycjach sie kończy. Bo zawsze coś. A ja chętnie pojechałbym z przyjaciółką no ale... Przecież i tak gadam z nią stale prze internet to jeszcze nam mało?

czwartek, 14 sierpnia 2008

Krótka myśl przy kawie

Co za paskudny dzień dzisiaj. Jutro wolne więc poleciałam z samego rana na zakupy bo przecież rodzinkę trzeba nakarmić. Jakoś dużo mi się tego zebrało i przyszłam do domu jak wielbłąd. Cholerka żebym ja nawet ziemniaki musiała targać! Cztery dorosłe osoby w domu i trzeba to wszystko samemu? Przynieś podaj, pozamiataj. Tyle razy już rozmawiałam ze swoimi dorosłymi córkami na ten temat, ze przecież one szczególnie teraz kiedy maja wakacje mogłyby się trochę bardziej uaktywnić w domu. Posunęłam się nawet do tego, że na bojlerze w kuchni nakleiłam kartkę - talerze, kubki, sztućce każdy myje po sobie sam. Usłyszałam, że to GŁUPIE! Już nie wiem jak mam dotrzeć do nich? Czy one nie mają jakiegoś poczucia obowiązku? Nie jest im głupio widząc że nawet gdy źle się czuje to wszystko robię? Gdy byłam ostatnio chora, leżałam z wysoką gorączka to nawet nie przyszły zapytać czy nie mam ochoty na szklankę herbaty a o zrobieniu czegoś do jedzenia nawet nie wspomnę. Wydawało mi się, że dobrze wychowywałam swoje córki ale chyba jednak zrobiłam spore błędy. Chociaż z drugiej strony jeszcze całkiem do niedawna było dobrze, nie narzekałam aż tak bardzo.
Tak się zastanawiam jak to będzie na starość? Czy powinnam już odkładać na dom opieki?

środa, 13 sierpnia 2008

Uśmiechnij się

Jako osoba nie zmotoryzowana często korzystam ze środków komunikacji miejskiej. Wczoraj jadąc do przychodni przyglądałam sie współpasażerom, bardzo dyskretnie :) Zastanawiałam się dlaczego nie znalazłam ani jednej uśmiechniętej twarzy? Każdy zamyślony, zapatrzony ale bez nawet ułamka uśmiechu. Czy ci wszyscy ludzie mają aż tyle problemów? To chyba nie to bo z całą pewnością będąc w gronie znajomych ich wyraz twarzy zmienia się. Więc dlaczego w towarzystwie obcych pasażerów miejskiego autobusu taka powaga i dystans? Wydaje mi się, że kiedyś ludzie częściej dzielili się uśmiechem i to nawet wobec obcych ale przecież ludzi.
Postanowiłam zrobić eksperyment i uśmiechnęłam się do pani na przeciwko. Reakcja? Ogromne zdziwienie w oczach. Dlaczego? Przecież nie zrobiłam zeza! To, że życie często, gęsto daje nam w d... nie znaczy, że mamy się nie uśmiechać. Tak na pewno jest łatwiej.

wtorek, 12 sierpnia 2008

Prezenty

Kupowanie prezentów dla bliskich czy znajomych to prawdziwa sztuka. Niestety nie każdemu dana jest ta umiejętność. Sama mam w rodzinie osobę, która w wyjątkowo trafny sposób kupuje prezentowe niewypały. Pomijam fakt, że zazwyczaj są to upominki marki "wszystko za 4 zł" bo przecież nie chodzi o cenę. Jeśli zwyczajowo w danych kręgach robi się symboliczne prezenty to nikt nie wymaga i nie oczekuje samochodu czy brylantowej kolii. Jadnak prezent, nawet za kilka złotych też trzeba umieć wybrać i chyba jest to trudniejsze zadanie.
W tym wszystkim bardziej optymistycznym akcentem jest fakt, że tandetną solniczkę, wybrzuszona patelnię czy tak zmyślnie wyprofilowany kubek, iż jego umycie jest niemożliwe, można głęboko schować. Najlepiej byłoby od razu wyrzucić do kosza ale czy wypada? Prezentów przecież nie wyrzuca się. Jednak mając wyjątkowe szczęście do niewypałów i tandety czasem trzeba się chyba przełamać? Ostatnio zrobiłam to, już dłużej nie mogłam przekładać z kąta w kąt kilku koszmarnych przedmiotów.

Czasem zastanawiam się nad ewentualnym rewanżem. Zamiast myśleć i biegać po sklepach w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego i trafionego mogłabym może poszukać jakiejś domowej "zawalidrogi". Nie, chyba tak nie potrafię.
Niedawno wpadło mi w oko niezwykłe "ustrojstwo", które byłoby idealnym niewypałem prezentowym. Była to maszynka obierająca jabłka. Bardzo żałuję, ze nie miałam wtedy aparatu bo było to jedyne w swoim rodzaju. Całe urządzenie miało na długość jakieś 40 centymetrów! Jabłko przytrzymywane specjalnymi uchwytami (coś jak na rożnie) obracało się korbką a umocowany nożyk sprytnie okrawał skórkę. Właściwie czy sprytnie to nie wiem bo dokładność obierania była odwrotnie proporcjonalna do zegarmistrzowskiej dokładności.
Teraz trochę żałuję, że nie wydałam tych pięciu złotych na tak rewelacyjny prezent.

niedziela, 10 sierpnia 2008

Kiepski dzień

Nie wiem dlaczego czasem bez wyraźnego powodu nachodzi mnie taki beznadziejny nastrój jak dzisiaj. Hormony? Mówią że to możliwe w moim wieku. No bo na co to zwalić skoro nikt dzisiaj za bardzo nie wszedł mi na odcisk, niczego nie zgubiłam, niczego nie zepsułam... itd.
Jeszcze żeby było gorzej przyjaciółka prawie się na mnie obraziła, że nie zatrzymuje jej dłużej przy komputerze tak jakbym nie miała ochoty z nią rozmawiać. A przecież napisała mi na GG pięć minut wcześniej, że właśnie przyjechały do niej dzieci, no to jak mogłam ją zatrzymywać?! Czyżby u niej też hormony robiły swoje? ;)
Prawdę mówiąc to nawet mi się pisać nie chce, posłucham sobie smętnej muzyki... hmm, chyba powinnam czegoś żywszego?

sobota, 9 sierpnia 2008

Chcę byc widoczna?

Niedawno przyjaciółka powiedziała mi, że lubię być widoczna. Czy to faktycznie prawda? Nie, nie zgodzę się z tym. Na pewno chodziło jej o widoczność w sieci bo właściwie w świecie realnym nie wchodzi to w rachubę. A w internecie? Owszem, tam gdzie jest to potrzebne pokazuję, że ja to ja ale dotyczy to mojego serwisu internetowego, którego adresu tu nie podają z chęci utrzymania swojej anonimowości na tym blogu. No właśnie, czy to nie świadczy o tym, że wcale nie przepadam za widocznością?
Działam też dość intensywnie na jednym z for dyskusyjnych i tam na pewno jestem widoczna ale mam też konta w innych sieciowych miejscach i wcale nie podpisuje się w nich imieniem i nazwiskiem. Internet wkradł się do mojego życia na dobre i trudno byłoby zostać całkiem niewidocznym jeśli chce się korzystać z jego dobrodziejstw.

czwartek, 7 sierpnia 2008

Wyjazd?

Zastanawiam się czy tego lata uda mi się gdzieś wyskoczyć? Nie marzę o jakiejś wielkiej wyprawie, właściwie to chciałbym pobyć trochę na łonie natury a najlepiej w pięknym lesie. Janek często mi mówi żebyśmy gdzieś pojechali, gdzie tylko chcę, on dla mnie wszystko. Nie wiem tylko dlaczego jakoś tak się stale układa, że jak do tej pory nie wyjechaliśmy nawet na jeden dzień. Fakt, że jesteśmy teraz trochę zajęcie remontem mieszkania, ja mam jakieś tam badania poustawiane ale czy tak trudno zorganizować jednodniowy wypad? Słyszę propozycje wyjazdu zawsze wtedy kiedy jest upał a jak tylko ochłodzi się to jakoś temat znika a jeśli ja już go podejmuję to zawsze jest coś pilniejszego.
Znowu narzekam zamiast zabrać się i pojechać gdzieś samej.
Jan planował urlop w drugiej połowie sierpnia tak sobie nawet pomyślałam, że jak w tym czasie będziemy bez łazienki to może właśnie w tym czasie bym gdzieś wyskoczyła? Przynajmniej miałabym lepsze warunki do zwykłego umycia się :) Dzisiaj usłyszałam - a po co ja mam brać urlop na czas remontu łazienki?
No jasne, ja będę kiblować z fachowcami przez trzy tygodnie nigdzie nie wystawiając nosa. Pamiętając o tym, że niedawno wspomniałam o takim pomyśle zastanawiam się czy to nie jest umyślna decyzja? Coraz częściej odnoszę wrażenie, że w przekonaniu męża mam prawo bywać tu i tam jedynie w towarzystwie męża. Strasznie się ten mój mąż zmienił, niby bardziej dba o mnie, rozpieszcza zakupami, nie mówi że cokolwiek jest za drogie a jeśli ja tak mówię to oczywiście wyjaśnia mi, ze lepiej kupić cos lepszego. Pomaga więcej w domu, ba nawet jak wieczorem widzi gary w zlewie to sam bierze się za mycie. I dlaczego ja jeszcze narzekam? Nie wiem ale czuje się jakaś osaczona.

środa, 6 sierpnia 2008

Gorąco

Ostatnio mam bardzo często typowe dla mojego wieku wieku uderzenia gorąca. Teraz kiedy za oknem temperatura sięgała 30 stopni jest to wyjątkowo męczące, chociaż i przy niższych temperaturach potrafi dobrze dokuczyć, zwłaszcza że fale gorąca uderzają kilka razy na godzinę, czasem dosłownie raz za razem. Narzekam za bardzo? Może tak, szkoda tylko, że mój mąż nie chce tego za bardzo słyszeć. Właściwe to stale mi bardzo współczuje, przyjdzie pogłaska po główce, przytuli się.... No właśnie, przytuli się. Myślę, że każda kobieta mająca za sobą taki okres już wie o co chodzi? Niestety nawet ciepły oddech na szyi, czy gorąca dłoń wywołuje kolejne uderzenie i poty a już nie wspomnę o nieco bardziej ściślejszym przytuleniu. Czy na prawdę facetowi jest tak trudno to zrozumieć? Wiem, że bywają mało domyślni ale ja przecież o tym nie raz mówiłam.
Zastanawia mnie jedna rzecz, dlaczego właśnie teraz, w trudnym i "gorącym" okresie moja druga polówka ma ochotę na przytulanie tak często, przecież tak nie było? Oczywiście nie mówię, że wcale nie było. Nie wiem ile razy mam jeszcze o tym mówić bo w końcu wyjdzie na to że jestem skończoną marudą, że go odpycham więc póki co jakoś to znoszę ale na prawdę jest trudno.
No i co? gdzie asertywność, gdzie mówienie NIE? Znowu robię coś dla kogoś, coś dla świętego spokoju, wbrew sobie, wbrew swojemu dobremu samopoczuciu. A wystarczyłaby odrobina zrozumienia, odrobina cierpliwości z drugiej strony.
W efekcie tego wszystkiego chodzę trochę nie wyspana bo bardzo często wieczorem zamiast się położyć do łóżka czytam w kuchni do późnej godziny a rano jakoś pospać dłużej nie potrafię. Pewnie wolałabym posiedzieć dłużej przy kompie ale mogę usłyszeć że jestem uzależniona. Fajnie jest położyć się wieczorem na tapczanie, rozłożyć wszystkie kończyny jak najdalej od własnego ciała i pozwolić się chłodzić nocnemu powietrzu. Ja na prawdę nie potrzebuję wiele żeby poczuć sie dobrze zwłaszcza teraz przy wyższych temperaturach. Pewnie można sie od razu domyślić, ze chciałabym tak poleżeć sama ale zazwyczaj w takiej sytuacji pojawia się towarzystwo i dogrzewanie. Można by pomyśleć, że mi odbija z tym ciepłem ale przecież ja nie oczekuję, że każdego wieczora będzie tak a nie inaczej, jednak trochę wytchnienia chyba mi się należy? Jak powiem, że chce poleżeć sama to zaraz będzie naburmuszona mina itp. Więc cóż? pozostaje mi nocne czytanie książek. Chyba muszę sie wybrać do biblioteki.

wtorek, 5 sierpnia 2008

Nocka

Mamy lato i to dość ciepłe ostatnio, w mieszkaniach robi się gorąco więc idealną porą na jego ochłodzenie jest noc. Najlepiej spać przy otwartych oknach tylko niestety czasem mieszkając przy ruchliwej ulicy trzeba przyzwyczaić się do większego hałasu. Ale za to jakie fajne powietrze się robi! Ja właściwie nie mam problemu ze spaniem przy hałasie a powiem nawet, że taki monotonny hałas jakoś lepiej toleruję niż nagłe i dość głośne chrapnięcia męża :) He, ja podobno też chrapię i całe szczęście, że tego nie słyszę.
Dzisiaj w nocy miało być według prognozy pogody nieco chłodniej i wietrznie więc mąż... czemu ja nie piszę imienia, będzie łatwiej... no to zamiast mąż niech jest Jan. Otóż Jan pozamykał okna na noc. Nie bardzo mi to się uśmiechało no ale skoro ma zmarznąć to jakoś wytrzymam, chociaż ja teraz najchętniej spałabym na balkonie. Zostawiłam mu kartkę w kuchni, żeby rano pootwierał, chciałam wykorzystać każdą chłodną chwilę dnia na studzenie mieszkania. Teraz sobie pomyślałam że nie myślę :) przecież córka wyjechała więc dlaczego nie poszłam spać do jej pokoju? Mogłabym spać przy szeroko otwartym oknie. Oj, coś u mnie z myśleniem już nie tak.

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Kącik

"Pragniemy, żeby miłość trwała, a wiemy, że nie trwa, choćby cudem miała trwać przez całe nasze życie, i tak urwie się w jakiejś chwili. Żadna istota, nawet najbardziej kochana, nigdy do nas nie należy. Na okrutnej ziemi, gdzie kochankowie umierają czasem rozdzieleni, a rodzą się zawsze z dala od siebie, absolutna komunia na cały czas życia jest niemożliwym żądaniem." - Albert Camus

A gdyby tak te słowa odnieść do małżeństwa? Na dobre i na złe, do grobowej deski... dlaczego nie. Jeśli w miarę dobrze układa się między dwojgiem ludzi to jak najbardziej. Problem gdy jednemu z nich ta absolutna komunia za bardzo wchodzi do głowy, gdy jej oczekuje, gdy chce absolutnej szczerości aż do bólu. Czy to jest dobre w małżeństwie?
Nie wiem jak inne kobiety ale dla mnie ważny jest jakiś mały kącik na swoje myśli, marzenia o których nie muszę nikomu mówić. Tylko moje.

Poniedziałek

Taką miałam nadzieję, że dzisiaj będzie już przyjemnie a tu nic z tego. Niby widać jakieś chmury ale jest koszmarnie parno. Wyszłam rano na małe zakupy i wróciłam cała mokra. Oj jak ja nie znoszę takiej pogody! A tu jeszcze przyjdzie gotować jakiś obiad.
Właściwie dlaczego kobieta pracująca w domu nie ma urlopu? Pamiętam jak dzieci były małe to w ramach oszczędności nawet jadąc na wakacje wybieraliśmy opcje bez wyżywienia i oczywiście nawet tam pichciłam. Co za głupota. Dopiero teraz zaczynam trochę mądrzeć i mniej sie tym wszystkim przejmuję. Tylko dlaczego potrzebowałam na to aż pięćdziesięciu lat? Widać tak musi być, ze aby pewne rzeczy zrozumieć potrzeba czasu a przede wszystkim życiowego doświadczenia. Teraz zaczynam tez rozumieć wiele innych rzeczy, patrzeć na świat nieco inaczej.

niedziela, 3 sierpnia 2008

Syndrom

Dlaczego postanowiłam pisać bloga? Dziwny powód ale chyba z nudów? Gdyby ktoś z moich znajomych to usłyszał to pewnie nieźle by się zdziwił. Ty z nudów?? Dzisiaj niedziela, moje córki powyjeżdżały, na obiad zaproszony był ojciec mojego męża. Siedzieliśmy w trójkę ale dość często uciekałam z pokoju ponieważ telewizor ryczał niemiłosiernie. Niestety ulubionym zajęciem panów podczas niedzielnego popołudnia jest właśnie to pudło a że teść jest już trochę przygłuchy więc dźwięk ustawiony jest ponad możliwości moich uszu. Najśmieszniejsze jest to, że zaczęłam się normalnie nudzić. Nie miałam specjalnie ochoty na pracę, w końcu to niedziela. Przyjaciółka wyjechała więc nie było jak poklikać. Zaczęłam sobie wyobrażać jak to będzie gdy zostaniemy w domu we dwójkę z mężem? Już tak krótki okres czasu, bo tylko jeden dzień bez dzieci spowodował syndrom pustego gniazda? Przecież to niemożliwe. Nie, nie to nie to, to chyba taki nastrój. Ogarniała mnie coraz większa senność i zaczęłam zastanawiać się co robić by nie zasnąć. Wymyśliłam bloga. Czy będę w nim często coś pisać? Jeśli czas pozwoli to tak chociaż jak wspomniałam wcześniej nie grzeszę nadmiarem czasu. Niektórzy twierdzą, że pisanie czegoś na kształt pamiętnika pomaga w trudnych chwilach i chyba mają rację. Więc do roboty, zaczynam pisać. Nikomu nie mam zamiaru mówić o tym fakcie bo chciałbym mieć swoje całkiem prywatne miejsce, moje i tylko moje. Nie znoszę naruszania prywatności i uważam, że każdy człowiek ma prawo do swojej całkiem prywatnej strefy o której nie musi wiedzieć ktokolwiek, nawet własny mąż. A może przede wszystkim? Tu muszę od razu nadmienić, ze właśnie on ma inne zdanie i powoduje to czasem jakieś spięcia. Oj ten temat ostatnio dość często powraca w naszych rozmowach więc pewnie i tu często zagości. Jak na pierwszą notkę chyba wystarczy?