Ech, kiedyś wydawało mi się, ze z każdym kolejnym dniem swojego życia będę wszystko lepiej rozumiała, że pewne zachowania innych osób nie będą mnie już tak zaskakiwały. A jednak myliłam się, często jest wręcz odwrotnie. Wczoraj mieliśmy gości bo starsza córka obchodziła imieniny. Wcześniejszy remont w domu trochę przeciągał się i właściwe gro sprzątania zostało na piątkowe popołudnie i sobotę. Teoretycznie solenizantka powinna być zainteresowana tym jak jej goście zostaną przyjęci, czy będzie wysprzątane, czy na stole coś się znajdzie a było inaczej, pojechała sobie do chłopaka ale obiecała że w sobotę przyjedzie tak żeby jeszcze zdążyć posprzątać co nieco. I jak było? Przyjechała na gotowe i nawet nie próbowała odrobinę się wytłumaczyć. Wyszło na to że dla niej to normalne, że mamusia i tatuś wszystko zrobią sami a może siostra trochę pomoże? Podczas przyjęcia... rany to już była gruba przesada. Bratanica przychodziła zapytać czy w czymś pomóc a córka siedziała. Po imprezie? Zniosła ze stołu kilka szklanek i... poszła na komputer. Dzisiaj rano? Wstała i pojechała do chłopaka. Jaki wniosek? Przyjechała pojeść, odebrać prezenty i to chyba bardzo dużo w jej mniemaniu.
Nie wiem co się dzieje?? Przecież nie była taka kiedyś. Niestety to było ostatnie przyjęcie imieninowe które jej przygotowałam, jest dorosła i musi sama zadbać o to jak przyjmie swoich gości, ja też będę jej gościem pomimo tego, że mieszkamy pod jednym dachem.
Gdyby taka sytuacja miała miejsce sporadycznie nie podjęłabym takiej decyzji ale to zaczyna być nagminne zachowanie a ja nie mam zamiaru być służącą swojego dziecka. I tak jak powiedziała mi znajoma - czas przestać się dziećmi zajmować i zacząć żyć własnym życiem!
A dzisiaj niedziela, taki niby rodzinny dzień. A ja siedzę sobie tu sama jak palec i właściwie to nie wiem czy tak mi nie jest dobrze? Jedna panna u chłopaka a druga pojechała wykorzystać jeszcze wakacje i razem ze znajomymi wybrała się na tydzień w góry. I dobrze bo przecież trudno żeby siedziały w domu. A! Jeszcze jest mąż, no tak ale on też wyszedł bo przecież jest niedziela a te są zarezerwowane dla jego rodziców a po śmierci mamy dla ojca. Nie ważne, że wczoraj teść był u nas i się wiedzieli, przecież jest niedziela. I tak się teraz zastanawiam... żyć własnym życiem? Dlaczego nie, mam co robić i z kim rozmawiać ale dlaczego do cholery niektórym to przeszkadza??
"Wolnym bowiem jest człowiek tylko wtedy, gdy jest samotny" - Artur Schopenhauer



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz