poniedziałek, 1 września 2008

Wycieczka

Wczoraj byłam z Janem na wycieczce w pięknym rezerwacie. Co mi się najbardziej podobało? Nie było tam tłumów turystów a to zapewne z powodu prawdziwej głuszy, bez zaplecza gastronomicznego. Nie wiedziałam, że tak blisko mnie są jeszcze takie miejsca, piękne i prawie bezludne. Podczas bardzo długiego spaceru słychać było jedynie ptactwo, och jak fajnie.
Niestety po powrocie odezwały się moje pięty. Dokładniej pisząc ostrogi. Ech tak fajnie się chodziło i muszą być tego takie skutki? Pomyślałam sobie, że chyba najlepszym rozwiązaniem jest rower. Pięty nie będą boleć a wycieczki są możliwe. Jest tylko jeden problem... no może dwa. Mój stary rower nadaje się tylko i wyłącznie na złom czyli znowu wydatek a tych ostatnio mi nie brakuje. Drugi problem to fakt mieszkania na III piętrze i to z tych wysokich. Nie bardzo uśmiecha mi się znoszenie i wnoszenie roweru z moim kręgosłupem. I jak tu więcej się ruszać? Buu.. A może jednak coś wymyślę?
Tak, teraz to wiem na pewno, że wycieczki rowerowe to jest to czego mi potrzeba. Całkiem samotne wycieczki. Dziwne, że takie? Może ja po prostu dziwaczeję? Nie, nie, to nie to, czasami lubię się poczuć w 100% wolna, kiedy nikt mi nie mówi gdzie mam skręcić, jak szybko jechać, gdzie się zatrzymać. Kiedy mogę myśleć co chcę i nikt nie dopytuje się "o czym myślisz", a jak zachce mi się płakać to nikt nie męczy mnie o tego powody. Potrzebuję takich chwil.

Brak komentarzy: