środa, 17 września 2008

Gumki

Dorobiłam się jakiegoś stanu zapalnego i stale biegam do kibelka. Zastanawiam się czy to nie jakieś podrażnienie od tworzywa bo już dawno zauważyłam, że na wszelkie gumy i plastiki źle reaguję. Wystarczy, że przewieszę sobie reklamówkę z szerokimi plastikowymi uszami na przedramieniu żeby po chwili wyskoczyły bąble pokrzywkowe. Kiedyś podczas krwotoku z nosa założono mi balonik z którego gumowa rurka wychodziła przez dziurkę od nosa. Efekt - spora rana pozostałość w postaci blizny oraz dużo mniejszej dziurki w nosie. Jestem teraz asymetryczna.
Jan bardzo chciał zrobić dodatkową atrakcje w postaci malutkiego wibratorka i chyba zrobił atrakcje w postaci stanu zapalnego. Cholerka wie czy on go w ogóle umył? Dla niego to chyba nie była jakaś większa podnieta a dla mnie? Hmm... Dawno, dawno temu wiedziałam co to satysfakcja w pewnej sytuacji ale to już prehistoria. No ale jak powiedziała mi pewna znajoma, przecież facet musi bo inaczej będzie łaził zmierzły. A kobieta? A kobieta musi się truć chemią w ramach antykoncepcji albo tolerować gumki po których dostaje jakiś torbieli i raz po raz muszą jej coś tam wycinać. Ciekawe ile razy można tak wycinać, przecież nie ma tam tego zbyt wiele? Dobrze, że jeszcze są spiralki, chociaż nie każda może je mieć a one przecież i tak mają pewne dawki hormonów. Dlaczego nikt nie wymyślił tabletek antykoncepcyjnych dla facetów? Ładne mi równouprawnienie.

Brak komentarzy: