Kupowanie prezentów dla bliskich czy znajomych to prawdziwa sztuka. Niestety nie każdemu dana jest ta umiejętność. Sama mam w rodzinie osobę, która w wyjątkowo trafny sposób kupuje prezentowe niewypały. Pomijam fakt, że zazwyczaj są to upominki marki "wszystko za 4 zł" bo przecież nie chodzi o cenę. Jeśli zwyczajowo w danych kręgach robi się symboliczne prezenty to nikt nie wymaga i nie oczekuje samochodu czy brylantowej kolii. Jadnak prezent, nawet za kilka złotych też trzeba umieć wybrać i chyba jest to trudniejsze zadanie.
W tym wszystkim bardziej optymistycznym akcentem jest fakt, że tandetną solniczkę, wybrzuszona patelnię czy tak zmyślnie wyprofilowany kubek, iż jego umycie jest niemożliwe, można głęboko schować. Najlepiej byłoby od razu wyrzucić do kosza ale czy wypada? Prezentów przecież nie wyrzuca się. Jednak mając wyjątkowe szczęście do niewypałów i tandety czasem trzeba się chyba przełamać? Ostatnio zrobiłam to, już dłużej nie mogłam przekładać z kąta w kąt kilku koszmarnych przedmiotów.
Czasem zastanawiam się nad ewentualnym rewanżem. Zamiast myśleć i biegać po sklepach w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego i trafionego mogłabym może poszukać jakiejś domowej "zawalidrogi". Nie, chyba tak nie potrafię.
Niedawno wpadło mi w oko niezwykłe "ustrojstwo", które byłoby idealnym niewypałem prezentowym. Była to maszynka obierająca jabłka. Bardzo żałuję, ze nie miałam wtedy aparatu bo było to jedyne w swoim rodzaju. Całe urządzenie miało na długość jakieś 40 centymetrów! Jabłko przytrzymywane specjalnymi uchwytami (coś jak na rożnie) obracało się korbką a umocowany nożyk sprytnie okrawał skórkę. Właściwie czy sprytnie to nie wiem bo dokładność obierania była odwrotnie proporcjonalna do zegarmistrzowskiej dokładności.
Teraz trochę żałuję, że nie wydałam tych pięciu złotych na tak rewelacyjny prezent.
W tym wszystkim bardziej optymistycznym akcentem jest fakt, że tandetną solniczkę, wybrzuszona patelnię czy tak zmyślnie wyprofilowany kubek, iż jego umycie jest niemożliwe, można głęboko schować. Najlepiej byłoby od razu wyrzucić do kosza ale czy wypada? Prezentów przecież nie wyrzuca się. Jednak mając wyjątkowe szczęście do niewypałów i tandety czasem trzeba się chyba przełamać? Ostatnio zrobiłam to, już dłużej nie mogłam przekładać z kąta w kąt kilku koszmarnych przedmiotów.
Czasem zastanawiam się nad ewentualnym rewanżem. Zamiast myśleć i biegać po sklepach w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego i trafionego mogłabym może poszukać jakiejś domowej "zawalidrogi". Nie, chyba tak nie potrafię.
Niedawno wpadło mi w oko niezwykłe "ustrojstwo", które byłoby idealnym niewypałem prezentowym. Była to maszynka obierająca jabłka. Bardzo żałuję, ze nie miałam wtedy aparatu bo było to jedyne w swoim rodzaju. Całe urządzenie miało na długość jakieś 40 centymetrów! Jabłko przytrzymywane specjalnymi uchwytami (coś jak na rożnie) obracało się korbką a umocowany nożyk sprytnie okrawał skórkę. Właściwie czy sprytnie to nie wiem bo dokładność obierania była odwrotnie proporcjonalna do zegarmistrzowskiej dokładności.
Teraz trochę żałuję, że nie wydałam tych pięciu złotych na tak rewelacyjny prezent.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz