wtorek, 21 października 2008

Ploteczki

Chyba dziwaczeje albo coś innego się ze mną robi. Tak strasznie mnie nudzą a nawet męczą rozmowy typowo plotkarskie. A wiesz ta sąsiadka z IIIp. to ma szczęście bo... Słyszałaś, że syn Goździkowej... Oni mają za dużo kasy skoro kupili...
A co mnie to do cholerki wszystko obchodzi?! A niech robią co chcą byleby nie szkodzili swoimi działaniami innym. Absolutnie nie przeszkadza mi, że sześćdziesięcioletnia Zosia paraduje w miniówie i żółtych skarpetkach ani też to, że Iksiński grzebiący po śmietnikach kupił sobie nowy telewizor. Może tak właśnie zaoszczędził?
Nie mają co robić i z nudów węszą, podglądają. Lepiej zabrać się za coś pożytecznego i to przede wszystkim dla siebie. Są ogromne możliwości tylko trzeba chcieć. Podziwiam ostatnio dwie moje znajome, które rozpoczęły studia na UTW. Wielkie brawa dla nich! No ale od innych słyszę - im to dobrze, bo u nich w mieście jest taka możliwość, u nas nie ma. Normalnie można się załamać słuchając takiego biadolenia. Przecież nawet nie sprawdziły a nikt zawiadomień do domu nie przynosi. Wystarczy ciutkę się zainteresować bo wszelkich UTW, klubów i przeróżnych darmowych kursów dla osób po 50 jest wbrew pozorom bardzo dużo. Tylko trzeba chcieć.

poniedziałek, 20 października 2008

Za dużo

Czasami człowiek chce za dużo od życia i potem boleśnie się o tym przekonuje. A może to wcale nie za dużo tylko brakuje zrozumienia? Najgorsze jest to, ze o tym nie mam za bardzo komu powiedzieć. Tak, mam rodzinę i dobrą przyjaciółkę ale... nie, nie jest to temat do rozmowy z kimkolwiek więc pozostaje mój wierny blog. Tu nawet nie musze pisać bo wystarczy, ze pomyśle, przetrawię, popłaczę sobie nad klawiaturą i pewnie przejdzie.

Ktoś by mógł pomyśleć, ze nic innego nie potrafię jak tylko narzekać, ryczeć i marudzić ale tak nie jest. Mam radosne dni. Ten blog jest pisany anonimowo, jest takim miejscem gdzie mogę to zrobić i nikt nie będzie się dziwił. Nie wie o nim nikt poza ewentualnymi, przypadkowymi czytelnikami. Tak niech zostanie.

poniedziałek, 13 października 2008

Komis

Dzisiaj B. ma na uczelni egzamin komisyjny więc teoretycznie nie powinnam pisać tylko trzymać kciuki? No ale można pisać trzymając je.
Aż nie chce mi się wierzyć że do tego doszło, przecież zawsze była "paskową" uczennicą i to w szkołach o bardzo wysokim poziomie. Zmieniło się i co gorsze od czasu kiedy zaczęła chodzić z K. Mówią, że tak to czasem bywa jak pojawi się miłość ale jak widzę to troszkę inaczej. Rozumiem, że chcieliby być jak najczęściej razem i faktycznie często się spotykają ale B. całymi godzinami, żeby nie powiedzieć dniami, siedzi sama w pokoju i namiętnie gra na komputerze. Jakaś sieciowa gra ją tak wciągnęła, że wszystko inne co robi w domu, jeśli w ogóle coś robi, jest odwalane na szybko i byle jak. Prawdą jest że K. też w to gra i podejrzewam, że to on ją w to wciąga. Zamiast iść na spacer, do kina, na piwo to oni siedzą przed monitorami. Jeśli już nie mieszkają w jednym mieści, bo tak jest, chcą się kontaktować przez net to nie mogą po prostu porozmawiać tylko tłuc się w idiotycznej grze?

Trochę boje się o B. i dzisiaj mam zamiar poważnie z nią porozmawiać. Odnoszę wrażenie, że K. bardzo dominuje nad nią a B. jest bardzo podatna na wpływ innych osób. No może nie wszystkich. Przedwczoraj nie pojechała na urodziny kuzynki bo twierdziła ze będzie się uczyć, jednak wczoraj pojechała na cały dzień do K. mówiąc, że będą razem powtarzać materiał. Chyba nie napisałam, że ten egzamin komisyjny B. ma razem z K. Niestety tylko oni we dwoje nie zdali co też może o czymś świadczyć.

Bywały czasem inne sytuacje kiedy to B. uzależniała swoje decyzje od K. i całkowicie się do niego dostosowywała. Pamiętam jak kiedyś miała do niego rano jechać ale zadzwonił, że musi gdzieś zawieźć rodziców więc musi przyjechać później. W podobnej lecz odwrotnej sytuacji B. powiedziałaby mi że nie może mnie zawieźć bo umówiła się z K. I tu jest właśnie ta różnica a zarazem moje obawy.

piątek, 10 października 2008

A niech to wszystko...

Przez pół dnia ryczałam. Janowi zebrało się na szczera rozmowę i to przez komunikator. Czasami zastanawiam się czy on nie nic do roboty? Przecież jak kilka godzin będzie ze mną pisał to w końcu go z tej roboty wywalą?
Jest mi strasznie przykro bo wychodzi na to, że ja mam we wszystkim ulegać i się dostosowywać do niego. Taki banalny przykład. Jan lubi kłaść się spać wcześnie, może nawet o 20-tej a ja przeciwnie. Ponieważ był ostatnio jakiś naburmuszony to dla świętego spokoju kładłam się grzeczniutko wcześnie, skutkiem czego buło kilkugodzinne przewracanie się z boku na bok, poty, uderzenia gorąca. Na pewno bardziej nasilone niż w normalnym funkcjonowaniu bo to przecież jest normalne, że wszelkie tego typu dolegliwości nasilają się podczas nocnego spoczynku. To jest całkiem podobnie jak z różnymi bólami. Zajęcie się czymś pozawala na troszkę zapomnieć o dolegliwościach, oczywiście o takich w miarę łagodnych.
Z jaką zazdrością patrzę na wpisy pisane przez babeczki w nocnych porach na jednym z for dyskusyjnych gdzie troszkę się udzielam. Czy im mężowie też wypominają nocne siedzenie przed komputerem?

No i oczywiście na seks też musiało zejść. I jedno musze stwierdzić. Zamurowało mnie jak po moim wyznaniu, ze właściwe dla mnie może nie istnieć, że mnie nie podnieca a pozwalam na to jedynie dla tego żeby on był zadowolony. Po tym jak on sam stwierdził że przez lata ja nie doznałam satysfakcji tylko on. Po moim stwierdzeniu, że ja nie chce rezygnować całkiem z seksu on... ucieszył się z tego, że ja nie chce całkiem rezygnować!! Matko a gdzie odrobina tej męskiej dumy?? Czy przez tyle lat jemu było wsio ryba czy ja mam z tego przyjemność czy nie? No tak, przykre to ale tak musiało być. I taki człowiek zarzuca mi brak uczucia?

Dwie różne krople

Wczoraj po kuchni kręcił mi się pewien przystojniak. Kolega G. Czy może jak ona sama mówi bardzo dobry kumpel, robił jej czekoladę na gorąco. Hmm... bardzo dobry kumpel? No może, chociaż biorąc pod uwagę fakt, że stale się spotykają nie wiem czy nie jest to jednak coś więcej? No ale niech będzie dobry kumpel.
Doszłam do wniosku że obie moje córki bardzo się różnią. He, może wyglądać, że dopiero wczoraj do takiego wniosku doszłam ale zapewniam, że było to już dużo wcześniej. G. jest i była zawsze bardzo otwarta, towarzyska a wszelkie wydarzenia dnia codziennego opowiada mi ze szczegółami. Mówiąc szczerze to czasem dość dużo czasu potrafi jej to zająć a opowiadając coś zabawnego zawsze płyną jej łzy, rodności oczywiście.
B. natomiast jest bardzo zamknięta w sobie i nawet rzadko wychodzi ze swojego pokoju. Jak przychodzi do niej K. zamykają się i siedzą tylko we dwoje. Właściwie to więcej wiem o dobrym kumplu G. niż o chłopaku B. z którym spotykają się już jakieś dwa lata. Wszelkie próby dłuższej rozmowy z B. kończą się na wymianie dwóch trzech zdań. Owszem jeśli zadać jej jakieś konkretne pytanie to odpowie ale najczęściej kierując się już w stronę swojego pokoju tak jakby chciała uniknąć kolejnych.
Dwie dziewczyny wychowywane w podobny sposób a tak różne zachowania. Mógłby ktoś pomyśleć że może G. była faworyzowana ale nie, tak nie było. Zresztą B. też kiedyś była inna. Teraz mam wrażenie że odchodzi od nas.

czwartek, 9 października 2008

Drogi

Przed chwilą rozmawiałam z przyjaciółką i usłyszałam a właściwie przeczytałam, że nasze drogi się rozchodzą :( Strasznie smutno mi się zrobiło. Siedziałam cały dzień i czekałam aż wróci z kursów jakie niedawno zaczęła, siedziałam i czekałam na chwilę rozmowy. I rozmowa urwała się a co najgorsze podobno za moją przyczyną :( A tak czekałam :(

Smutno

"Smutno cieszyć się w samotności" - Gotthold Ephraim Lessing

To prawda. Niby wszystko jest OK. Jest rodzina, mąż, dzieci ale czasem nachodzi taka chwila, że jakoś smutno się robi. Każdy biega to do pracy, to na zajęcia, to znowu spotkanie ze znajomymi z klasy. Biegają i siedzą ze współpracownikami, koleżankami ze studiów, widzą codziennie ludzkie twarze. Ja też widzę. Widzę twarze zmęczonych ekspedientek, spieszących się nie wiadomo do czego przechodniów, poirytowanych korkami kierowców, ale widzę też uśmiech rozgrzanej patelni, radość gotującego się ziemniaka i wesołe oczy rosołu. Czy mogę mieć powód do smutku? Czy mam prawo do tego?



Mgliście

Poleciałam na zakupy ale jakoś tak mgliście jest, ze kupiłam tylko to co niezbędne do wykarmienia rodzinki. Powinnam cos kupić na urodziny bratanicy ale zrzucę tę przyjemność na G. W końcu jest w zbliżonym wieku i pewnie lepiej orientuje się co i jak. Coś czuję, że skończy się na odwiedzeniu mydlarni i ładnym, pachnącym zestawie. Ba, sama bym się nie pogniewała gdybym taki dostała, może kiedyś? Urodziny bratanicy są już w sobotę więc trzeba się sprężyć.
Jak dla mnie to mglista jest również przyjemność tego spotkania bo nie wiem czy bratowa znowu nie zacznie opowiadać jak to ktoś tam się bardzo odchudza, ile zrzucił, jaką ma dietę, jak dba o swoje zdrowie. Szkoda, że sama tak nie dba paląc jak lokomotywa. Nie będę ukrywać, że ja też palę i to jak dwie lokomotywy ale ja nie obwieszczam całemu światu jakie zdrowy tryb życia prowadzę, nie pouczam innych tak niby przypadkiem że coś powinni chyba zmienić? Najpierw trzeba spojrzeć na siebie. To nigdy nie jest wprost - Baska musisz się odchudzać ale między wierszami można wyczytać. A ja to wszystko mam w nosie. No nie zawsze.
Jak życie takie mgliste to może mniej będę widoczna jako ta o szerokim tyłku? :)

1, 2, 3... 10

Tak czasem sobie liczę i chyba pomaga, żeby nie wybuchnąć. Może powinnam po rosyjsku to przy okazji jeszcze bym kogoś uzdrowiła jak Kaszpirowski? :)
Zastanawiam się ostatnio co gorsze dla otoczenia, babskie klimakterium czy męska andropauza? O kobiecych problemach w okresie przekwitania coraz więcej się mówi, szuka się lepszych leków i sposobów łagodniejszego przejścia. Panowie? Właściwe to nie wiem czy mogą zastosować jakieś leczenie bo owszem mówi się, że coś takiego przechodzą ale jakoś mało. Dlaczego? Czyżby zakładano, ze oni z zasady nie lubią chodzić do lekarza a już tym bardziej z takimi problemami? Może właśnie powinno się głośniej o tym trąbić, żeby do nich dotarło? Ja już pomijam problemy seksualne ale coraz częściej odnoszę wrażenie, że zmiany w psychice a co za tym idzie w zachowaniu są duże i często gęsto powodują problemy małżeńskie. Czasem na prawe trudno wytrzymać jakieś takie humory, dziwne poglądy i zachowania. A może to nie ma zawiązku z jakąś andropauzą tylko oni po prostu tak mają?
Wiem, że kobiety też w tym okresie potrafią być nieznośne ale one przynajmniej starają się jakoś temu zaradzić.

środa, 8 października 2008

Skleroza

Pamiętałam, że po powrocie od przyjaciółki mam termin badania UKG czyli wygląda na to, że nie jest tak źle z tą moją pamięcią. A jednak jest źle skoro wczoraj w porze obiadowej poszukałam skierowania żeby sprawdzić godzinę. Byłam przekonana, że badanie mam 8 października. Jakież było moje zdziwienie jak zobaczyłam na nim datę 7.10 i to w dodatku godzinę 10.00 a było już po 14-tej. Cholera... to co mi przyszło w pierwszym momencie do głowy. Ludzie czekają miesiącami na terminy a ja sobie po prostu nie poszłam! No cóż nie pozostaje nic innego jak dzwonić do przychodni i prosić o nowy termin, na szczęście wizytę kontrolną u kardiologa mam dopiero w styczniu. Może do tego czasu uda mi się to załatwić?
Czy to już tak coraz gorzej będzie z ta pamięcią? Oj bo dość często o czymś zapominam albo przestawiam w swoim harmonogramie. Nie dawno poszłam do lekarza z dwugodzinnym opóźnieniem i myślałam że będę dużo za wcześnie. Okazało się, że pan doktor czekał na mnie czytając gazetkę. He... dobrze, że lubi czytać. Pewnie dlatego zapisał mi cos tam na poprawę pamięci ;)

wtorek, 7 października 2008

Spotkanie

Wczoraj wróciłam od przyjaciółki gdzie spędziłam niestety tylko trzy dni. Dlaczego niestety? Wspaniale czuje się w jej towarzystwie i bardzo żałuję, ze dzieli nas tyle kilometrów. Tak dobrze się rozumiemy i to nawet bez słów. Kiedyś dawno, dawno temu myślałam, że mam przyjaciółkę ale prawdę mówiąc dopiero teraz wiem co znaczy tak na prawdę przyjaźń i dziękuje Bogu że dane mi było poznać to. Szkoda że dopiero w wieku 50 lat ale chyba mam jeszcze przed sobą trochę życia by się tym nacieszyć? Oby tylko nikt nie próbował tego zniszczyć z zazdrości bo bardzo mi się narazi.
To na prawdę wspaniałe uczucie mieć kogoś kto wszystko potrafi zrozumieć, kto nie dziwi się takiemu czy innemu zachowaniu, kto pomoże choćby tylko samym słowem ale w jak wspaniały sposób. Mieć kogoś przed kim można bez oporów mówić o swoich błędach, wadach, mieć kogoś komu można się wypłakać w rękaw, mieć kogoś z kim można się pośmiać z własnej głupoty i wiele, wiele innych.
Pewnie, że jest też rodzina ale jednak taka babska przyjaźń to co innego i chyba każda z kobiet, która ma autentyczną i szczerą (nawet do bólu) przyjaciółkę przyzna mi rację.
Jan twierdzi że to on jest moim najlepszym przyjacielem i to prawda że jest ale mentalność męska dość znacznie różni się od kobiecej i jest wiele spraw, które kobieta potrafi lepiej zrozumieć. A zrozumienie to bardzo ważny aspekt naszego postępowania i jeśli go zabraknie to można zacząć wątpić w siebie co prędzej czy później może doprowadzić nawet do głębokiej depresji, zwłaszcza w dość trudnym dla kobiet okresie jakim jest klimakterium.

Więc nie powinni się dziwić faceci, że my kobiety lubimy takie babskie spotkania, pogaduchy, że nawet wspólne wygłupy są nam potrzebne. Szkoda, że "marsjanie" nie zawsze to rozumieją.

czwartek, 2 października 2008

Szczęście

"Bo nie żyję ani w przeszłości, ani w przyszłości. Dla mnie istnieje tylko dzisiaj i nie obchodzi mnie nic więcej. Jeśli kiedyś uda ci się trwać w teraźniejszości, staniesz się szczęśliwym człowiekiem."
Paulo Coelho

Wiele mądrości jest w tych słowach, zresztą Paulo Coelho to wspaniały alchemik słów.
Szczęście... Kto nie chciałby go doznać, poczuć, mieć zawsze przy sobie? Żyć teraźniejszością? Wydaje się takie proste ale czy zawsze nam się to udaję? Te ciągłe myśli a co będzie jutro, za tydzień, za rok? Czy jeśli postąpię tak to za miesiąc nie będę tego żałować? Nie przyniesie to złych skutków? Tysiące wątpliwości kolebie się po naszych głowach odcinając nam to codzienne szczęście i radość. Zamiast cieszyć się dniem dzisiejszym, tymi drobnymi radościami kryjącymi się w zakątkach naszego nawet najskromniejszego życia szukamy problemów. Szczęścia szukamy wszędzie naokoło a zapominamy, że można go znaleźć w sobie. I nie trzeba być ani sławnym ani bogatym żeby go znaleźć.
No to sobie porozmyślałam i dochodzę do wniosku, że taka postawa byłaby idealna, tylko dlaczego tak trudno ją przyjąć? Nie chodzi mi nawet o sławę czy bogactwo a jedynie o to, ze tak cholernie trudno jest żyć dniem dzisiejszym nie myśląc co będzie jutro. Na pewno warto cieszyć się drobiazgami, czerpać z nich radość. Czy czuje radość kiedy ktoś przypadkowy na ulicy uśmiechnie się do mnie? Jest mi miło ale czy to radość? A może właśnie powinno to być małą radością?
Pamiętam jak kiedyś szczęściem było zdobycie papieru toaletowego :) Ludzie biegali po ulicach z uśmiechem na twarzy bo kupili coś czego niemożna było na co dzień dostać ale to była ta materialna radość z którą teraz tez mamy do czynienia. A radość wewnętrzna? Właściwie czy można ją w jakikolwiek sposób dzielić? To chyba błąd w moich rozmyślaniach? Radość to radość na którą składa się wiele czynników i chyba najważniejsze jest właściwe podejście do życia. Co z tego skoro większość z nas po prostu lubi narzekać.

środa, 24 września 2008

Deszcz

Dzisiaj rano jadąc do przychodni na badanie słuchałam radia. Strasznie narzekali słuchacze na obecna aurę, jak źle się czują bo biometr jest bardzo niekorzystny. Mokro zimno, szaro to i samopoczucie do bani. Może tak ale czy koniecznie? Czy to trochę nie sugestia, ze jak taka pogoda to i nastrój musi być taki?
Zaraz kojarzy mi się "Deszczowa piosenka" bo sama lubię deszcz i niekoniecznie musi mi się kojarzyć z gorszym nastrojem. Jak zimno i mokro to kubek gorącej herbaty pomaga, dobre towarzystwo tez jest wtedy w cenie a jak jeszcze dołożyć do tego dobrą książkę to już jest całkiem dobrze. Na pewno nie chodzę przy takiej pogodzie na długie spacery a tym bardziej nie tańczę w kałużach ale nie dołuje mnie, potrafię się uśmiechać gdy krople deszczu bija o parapety.
Frank Sinatra - Singing in the Rain

poniedziałek, 22 września 2008

Zabiegi

Coś ostatnio zdrówko szwankuje. Wyszło na to, że w listopadzie czekają mnie dwie operacje... a może lepiej nazwać to zabiegi? Już kilka miesięcy temu uzgodniłam z ginekologiem zabieg 3w1 a teraz doszedł mi zabieg na zaćmę. Tego drogiego nie mam co nawet próbować zmieniać na inny termin bo najchętniej poszłabym na niego już dzisiaj, ślepa jestem i tyle. Szczęście w nieszczęściu, że zapisano mnie na przyspieszoną listę bo czas oczekiwania na zabieg to jakiś półtorej roku. Podobno w listopadzie mam szanse na telefon w tej sprawie ze szpitala, oby.
Zastanawiam się tylko jak ja będę funkcjonować po tym zabiegi skoro przez ileś tam tygodni nie wolno dźwigać a nawet się schylać? Teoretycznie nie mieszkam w domu sama ale znam życie. Jedno pracuje, biega do taty a pozostałe dwie na uczelni a ja będę kombinować jak przynieść zakupy do domu nic nie dźwigając. Może pomogą, może...

piątek, 19 września 2008

Rozmowa

Jak to dobrze mieć przyjaciółkę od serca. Wystarczy godzinka rozmowy przez Skype żeby nastrój znacznie się poprawił. Nie potrzebowałam pocieszania, głaskania po główce bo to czasem jeszcze bardziej pogarsza sytuację, potrzebowałam tylko i wyłącznie rozmowy, serca które jest otwarte a przede wszystkim potrafi zrozumieć.
Bardzo żałuję, ze mieszkamy dość daleko od siebie ale z drugiej strony cieszę się, że istnieje takie dobrodziejstwo jak internet. A jeszcze bardziej się cieszę jak pomyśle, ze już niedługo się spotkamy

czwartek, 18 września 2008

Zasnąć

Chciałabym zasnąć... nie wiem na jak długo... może na zawsze?
Może przynajmniej na miesiąc, dwa?
Szkoda, że jestem tchórzem i nie potrafię tego zrobić.

Myśl

Włączyłam rano komputer, komunikator i zaraz wyskoczyła mi wiadomość od Janka - Miłość nie przychodzi sama na zawołanie i nagle nie odchodzi, życie z nią jest piekne ale traci sens gdy jej już nie ma. Dopisał, że taka myśl mu rano przyszła.
Jakoś tak nie miło mi się zrobiło po przeczytaniu tych słów, wręcz smutno. Zastanawia mnie jedna rzecz, dlaczego w okresach kiedy ze względu na jakiś problem medyczny trzeba powstrzymać się od seksu przychodza mu do głowy takie myśłi? Teraz niestety mam jakiś stan zapalny w układzie moczowym, biorę leki ale przecież to nie przechodzi w ciągu jednego dnia. Kiedy wszystko u mnie jest ok, uprawiamy sekst to zupełnie innymi słowami potrafi mnie witać z pracy. Czy to nie jest przykre? Czy wszyscy mężczyźni myślą i odbierają życie takimi kategoriami?

środa, 17 września 2008

Wynalazki i odkrycia

Wynalazki i odkrycia - kobieta kontra mężczyzna

Mężczyzna odkrył broń, wynalazł polowanie.
Kobieta odkryła polowanie, wynalazła futra.

Mężczyzna odkrył kolory, wynalazł malowanie.
Kobieta odkryła malarstwo, wynalazła makijaż.

Mężczyzna odkrył mowę, wynalazł konwersację.
Kobieta odkryła konwersację, wynalazła plotkę.

Mężczyzna odkrył rolnictwo, wynalazł jedzenie.
Kobieta odkryła jedzenie, wynalazła dietę.

Mężczyzna odkrył przyjaźń, wynalazł miłość.
Kobieta odkryła miłość, wynalazła małżeństwo.

Mężczyzna odkrył kobietę, wynalazł seks.
Kobieta odkryła seks, wynalazła ból głowy.

Mężczyzna odkrył handel, wynalazł pieniądze.
Kobieta odkryła pieniądze, i to zrujnowało mężczyznę...

Gumki

Dorobiłam się jakiegoś stanu zapalnego i stale biegam do kibelka. Zastanawiam się czy to nie jakieś podrażnienie od tworzywa bo już dawno zauważyłam, że na wszelkie gumy i plastiki źle reaguję. Wystarczy, że przewieszę sobie reklamówkę z szerokimi plastikowymi uszami na przedramieniu żeby po chwili wyskoczyły bąble pokrzywkowe. Kiedyś podczas krwotoku z nosa założono mi balonik z którego gumowa rurka wychodziła przez dziurkę od nosa. Efekt - spora rana pozostałość w postaci blizny oraz dużo mniejszej dziurki w nosie. Jestem teraz asymetryczna.
Jan bardzo chciał zrobić dodatkową atrakcje w postaci malutkiego wibratorka i chyba zrobił atrakcje w postaci stanu zapalnego. Cholerka wie czy on go w ogóle umył? Dla niego to chyba nie była jakaś większa podnieta a dla mnie? Hmm... Dawno, dawno temu wiedziałam co to satysfakcja w pewnej sytuacji ale to już prehistoria. No ale jak powiedziała mi pewna znajoma, przecież facet musi bo inaczej będzie łaził zmierzły. A kobieta? A kobieta musi się truć chemią w ramach antykoncepcji albo tolerować gumki po których dostaje jakiś torbieli i raz po raz muszą jej coś tam wycinać. Ciekawe ile razy można tak wycinać, przecież nie ma tam tego zbyt wiele? Dobrze, że jeszcze są spiralki, chociaż nie każda może je mieć a one przecież i tak mają pewne dawki hormonów. Dlaczego nikt nie wymyślił tabletek antykoncepcyjnych dla facetów? Ładne mi równouprawnienie.

wtorek, 16 września 2008

Listy do współmałżonków...

Chcąc poprawić sobie trochę humor poczytałam kilka odpowiednich stron a że ten tekst mi się bardzo spodobał to wklejam :)

Do mojej drogiej żony:

W ubiegłym roku miałem zamiar kochać sie z Tobą 365 razy. Udało mi sie 36, czyli przeciętnie co 10 dni.
Oto lista, dlaczego nie udało mi sie częściej:
-54 razy prześcieradła były czyste,
-17 razy było już zbyt późno,
-49 razy byłaś zbyt zmęczona,
-20 razy było za gorąco,
-15 razy udawałaś, ze spisz,
-22 razy bolała cię głowa,
-17 razy balas sie, ze obudzisz dziecko,
-16 razy byłaś zbyt obolała,
-12 razy był niewłaściwy okres w miesiącu,
-19 razy musiałaś wcześnie wstać,
-9 razy nie miałaś nastroju,
-7 razy byłaś zbyt poparzona od słońca,
-6 razy oglądałaś do późna telewizje,
-5 razy miałaś nowa fryzurę i nie chciałaś jej potargać,
-3 razy mówiłaś, ze sąsiedzi nas usłyszą,
-9 razy mówiłaś, ze twoja matka nas usłyszy.
Te 36 razy, które sie udały, nie były satysfakcjonujące ponieważ
-6 razy byłaś bierna i po prostu leżałaś,
-8 razy przypomniałaś mi o dziurze w suficie,
-4 razy poganiałaś mnie,
-7 razy musiałem cię obudzić i powiedzieć, ze już skończyłem

Do mojego drogiego męża:

Myślę, ze trochę przekręciłeś przyczyny z powodu których , nie zrobiłeś tego częściej :
-5 razy wróciłeś do domu pijany i probowałeś pieprzyc sie z kotem,
-36 razy w ogóle nie wróciłeś do domu na noc,
-21 nie byleś w stanie,
-33 razy przyszedłeś zbyt wcześnie,
-19 razy zrobił sie miękki zanim wszedł,
-38 razy pracowałeś do późna,
-10 razy złapał cię skurcz w palce,
-29 razy musiałeś wcześnie wstać , bo szedłeś grac w golfa,
-2 razy biłeś sie i ktoś cię kopnął w jaja,
-4 razy zaciął sie tobie zamek w spodniach,
-3 razy byleś przeziębiony i miałeś katar,
-2 razy miałeś drzazgę w palcu,
-20 razy straciłeś nastrój , myśląc o tym cały dzień,
-6 razy przyszedłeś w brudnej piżamie,
-98 razy byleś zbyt zajęty oglądając mecze piłki nożnej i inne

Wtedy kiedy sie Tobie udało, powodem dla którego leżałam i byłam bierna był fakt, ze nie widziałeś dokładnie gdzie leżę i pieprzyłeś prześcieradło.

Nastrój

Może przez tę pogodę mam taki coraz gorszy nastrój? Za oknem szaro buro a do tego pada i jest zimno. Faktem jest, że zazwyczaj byłam zimnolubna i deszcz mi w zasadzie nie przeszkadzał ale dzisiaj jest jakoś inaczej. Strasznie nie chciało mi się wychodzić na zakupy ale była taka potrzeba. Co prawda B. jest w domu ale chyba wolałam nawet nie wspominać ze nie mam za bardzo ochoty targać czterech siatek z zakupami i do tego trzymać w drugiej ręce parasol. Pewnie by zapytała że ona to niby może? Nich sobie "dziecko" posiedzi w domku przy komputerku i pogra w idiotyczna grę. Czasami się zastanawiam czy to właśnie nie ta gra tak na nią wpłynęła? Cholera muszę poczytać co to za wymysł jest. Ooops, czasem trafia mi się tu jakieś przekleństwo... Chyba muszę zmienić ustawienia bloga na taki dla dorosłych? A po co ma mi ktoś zarzucać, że moje teksty nie nadają się dla dzieci? Z drugiej strony, gdyby tak dorośli posłuchali tekstów dzieci?
A co przekleństw to zazwyczaj ich nie używam ale czasem przychodzi taki dzień jak dzisiaj, że mogłabym sypać całymi wiązkami. Wiem, że nic to nie pomoże i nie zmieni ale jakoś tak lżej chyba? A może mi się wydaje?
Mmmm... Zapachniało rosołkiem :) oj jaką miałam na niego ochotę a jeszcze do tego suszę trochę włoszczyzny na zimę i zapachy są bardzo spotęgowane.

Co ludzie powiedzą?

Niedawno Jan zapytał mnie dlaczego nie chodzę do kościoła. Fakt, jestem osobą wierzącą i chodziłam ale od pewnego czasu nie chodzę, nie dlatego że przestałam wierzyć ale i tak nie o tym chciałam pisać. Mąż mi powiedział że jak sąsiadka nie widzi nas razem w niedzielę to co ona sobie pomyśli? Że już razem nie mieszkamy, że jesteśmy w separacji?
A czy to ważne co sobie sąsiadka pomyśli zwłaszcza że sama nie chodzi z mężem na mszę, chodzą każde na inną godzinę. A gdybym całkiem przestała wierzyć to? byłabym trędowata?
Ech to krótkie zdanie - co ludzie powiedzą? Jak ono często ogranicza ludzi w swoich działaniach, w byciu sobą. Oczywiście, że są pewne normy społeczne, przepisy prawne i zwyczaje środowiskowe ale czasem są to jakieś bardzo dziwaczne poglądy niektórych osób i środowisk. Dlaczego na przykład młody chłopak ubrany w czarne skóry i z dredami na głowie musi być zaraz ostatnim łotrem czy narkomanem? Czasem może to być o wiele lepszy człowiek niż nie jedna świątobliwa osóbka. A czy nie jest tak, że spojrzenia kierowane w stronę człowieka w skórach i z dredami są pełne pogardy albo strachu, że jest niebezpieczny?
A gdybym tak ja, osoba mająca 50 lat, pofarbowała sobie włosy na zielono to mogłabym przejść ulicą bez głupich spojrzeń? Hmm trzeb zrobić eksperyment :) oj ale może przynajmniej z innym kolorem? Nie lubię zielonego.
A gdybym tak przeszła się główną ulicą gwiżdżąc ulubioną melodię to nikt by się przynajmniej nie obejrzał? Czy nikt by nie pomyślał że coś u mnie z głową nie tak? A dla mnie to byłby może bardzo radosny dzień kiedy to chce się śpiewać, gwizdać a nawet skakać z radości. Czasem wydaje mi się, że zbytnie pokazywanie radości jest złe.

poniedziałek, 15 września 2008

Poniedziałkowo

Dzisiaj zaliczyłam już wizytę u kardiologa na którą oczywiście czekałam jakieś pół roku, normalka. Na moje szczęście nie było dużej kolejki i udało mi sie to załatwić w godzinkę. Pani doktor bardzo mnie pocieszyła mówiąc, że teraz w okresie przekwitania wszystko może sie zdarzyć i na pewno będę teraz pod specjalnym nadzorem.
A wracając do dnia wczorajszego to chyba Jan zauważył że nie bardzo mi się podobało jego wyjście bo chodził i się przymilał niczym wygłodniały kot. Pooglądał chwilę telewizje i poszedł spać a ja posiedziałam przy kompie i ucięłam sobie miłą pogawędkę z przyjaciółką. Szkoda że dzieli nas trochę kilometrów bo potrzebuje takich rozmów, nawet jeśli są to rozmowy o gotowaniu kapusty a nie ma to jednak jak rozmowa na żywo. Już się cieszę bo na początku października spotkamy się, pojadę ja odwodzić.

niedziela, 14 września 2008

Żyć własnym życiem

Ech, kiedyś wydawało mi się, ze z każdym kolejnym dniem swojego życia będę wszystko lepiej rozumiała, że pewne zachowania innych osób nie będą mnie już tak zaskakiwały. A jednak myliłam się, często jest wręcz odwrotnie. Wczoraj mieliśmy gości bo starsza córka obchodziła imieniny. Wcześniejszy remont w domu trochę przeciągał się i właściwe gro sprzątania zostało na piątkowe popołudnie i sobotę. Teoretycznie solenizantka powinna być zainteresowana tym jak jej goście zostaną przyjęci, czy będzie wysprzątane, czy na stole coś się znajdzie a było inaczej, pojechała sobie do chłopaka ale obiecała że w sobotę przyjedzie tak żeby jeszcze zdążyć posprzątać co nieco. I jak było? Przyjechała na gotowe i nawet nie próbowała odrobinę się wytłumaczyć. Wyszło na to że dla niej to normalne, że mamusia i tatuś wszystko zrobią sami a może siostra trochę pomoże? Podczas przyjęcia... rany to już była gruba przesada. Bratanica przychodziła zapytać czy w czymś pomóc a córka siedziała. Po imprezie? Zniosła ze stołu kilka szklanek i... poszła na komputer. Dzisiaj rano? Wstała i pojechała do chłopaka. Jaki wniosek? Przyjechała pojeść, odebrać prezenty i to chyba bardzo dużo w jej mniemaniu.

Nie wiem co się dzieje?? Przecież nie była taka kiedyś. Niestety to było ostatnie przyjęcie imieninowe które jej przygotowałam, jest dorosła i musi sama zadbać o to jak przyjmie swoich gości, ja też będę jej gościem pomimo tego, że mieszkamy pod jednym dachem.
Gdyby taka sytuacja miała miejsce sporadycznie nie podjęłabym takiej decyzji ale to zaczyna być nagminne zachowanie a ja nie mam zamiaru być służącą swojego dziecka. I tak jak powiedziała mi znajoma - czas przestać się dziećmi zajmować i zacząć żyć własnym życiem!

A dzisiaj niedziela, taki niby rodzinny dzień. A ja siedzę sobie tu sama jak palec i właściwie to nie wiem czy tak mi nie jest dobrze? Jedna panna u chłopaka a druga pojechała wykorzystać jeszcze wakacje i razem ze znajomymi wybrała się na tydzień w góry. I dobrze bo przecież trudno żeby siedziały w domu. A! Jeszcze jest mąż, no tak ale on też wyszedł bo przecież jest niedziela a te są zarezerwowane dla jego rodziców a po śmierci mamy dla ojca. Nie ważne, że wczoraj teść był u nas i się wiedzieli, przecież jest niedziela. I tak się teraz zastanawiam... żyć własnym życiem? Dlaczego nie, mam co robić i z kim rozmawiać ale dlaczego do cholery niektórym to przeszkadza??

"Wolnym bowiem jest człowiek tylko wtedy, gdy jest samotny" - Artur Schopenhauer




środa, 10 września 2008

Nasze "domy"

"Wyobraź sobie, ze jesteś domem. Jaki to jest dom?

Jako dom mam wiele pokoi, które są różnymi aspektami mojej osobowości. Z zewnątrz ten dom wygląda całkiem nieźle, mógłby być lepszy ale ujdzie. Drzwi frontowe są zawsze zamknięte. Niektórych ludzi wpuszczam do pomieszczeń od frontu. To są przyjemne, ładnie umeblowane pokoje, dobrze się w nich pracuje i przyjmuje gości. Od tyłu jest pokój, gdzie wpuszczam tylko jedną dwie osoby. To ciemny pokój. Tam przebywam, kiedy jestem sam. Pod nim jest piwnica. Drzwi do piwnicy trzymam zamknięte. Tam kryje się coś strasznego. Gdyby ludzie wiedzieli co kryje się w moim domu byłbym skończony.

Większość ludzi postrzega siebie jako taki właśnie dom. Niektórzy z nas próbują udawać, że piwnica i to co się w niej znajduje, nie istnieją. To udawanie sprawia, że nie czują się całym domem, tylko fasadą. Nie czują się osobą, tylko frontem osoby. Bardzo często przyjmują ludzi w swoich frontowych pokojach, są mili i uprzejmi. Wydaje im się, że muszą być cały czas zajęci, że musi dziać się coś ciekawego, żeby nie odczuli pustki i ciemności jaka w nich tkwi.

Większość ludzi uważa, że są w istocie źli i nie do przyjęcia ale jeśli będą to ukrywać, jeśli będą usilnie starać się być dobrzy, inni nigdy się nie dowiedzą prawdy o nich i zaakceptują ich, polubią a nawet pokochają.

Gdy przyszedłeś na świat, wcale nie uważałeś, że jesteś zły, nie do przyjęcia. Gdy się urodziłeś, ty i ten dom, którym jesteś, był przestronny i gościnny. Nic nie wiedziałeś o mrocznych piwnicach i złych, tkwiących w tobie instynktach. Byłeś, jaki byłeś - otwarty, ciekawy, ufny, kochałeś i chciałeś być kochany, chciałeś się przypodobać i wszystkim cieszyć.
Potem dorośli wokół ciebie, ci sami, którym chciałeś się przypodobać, zaczęli dawać ci do zrozumienia, że jest w tobie coś niedobrego i że twój przestronny dom potrzebuje piwnicy, żeby to zło schować. To zło miało różne nazwy."

Fragment książki Dorothy Rowe "Przewodnik po życiu"

Czy to nie prawda, że czujemy się źle, mamy o sobie czasem złe zdanie właśnie z powodu innych? Tak często kierujemy się w życiu zasadą - a co inni powiedzą. Po co? dla kogo? Na pewno nie dla siebie.

niedziela, 7 września 2008

Przekupstwo?

Ostatnio było trochę zgrzytów między mną a Janem, no cóż po iluś tam latach małżeństwa czasem to się przytrafia. Było tez trochę inwestycji w chałupę i cieszy mnie to bo zaczyna lepiej wyglądać. Nie zawsze była możliwość wyremontowania tego i owego bo ograniczały finanse więc tym bardziej cieszę się, że teraz i to się polepszyło. Jakież było moje zaskoczenie wczoraj wieczorem kiedy Jan zapytał mnie czy zauważyłam że wszystko co powiem jest realizowane, jak to bardzo dogadza MI we wszystkim. Czyżby w ten sposób chciał pokazać mi jaki jest dobry? Ja kicham na materialną dobroć, wolę wyrozumiałość, zaufanie i miłość okazywane nie koniecznie tylko poprzez seks a dostałam trochę martwych rzeczy na które myślałam że zapracowaliśmy wspólnie.
O rany! To znaczy ze nowe meble, nowe gary, nowe firanki, płytki w łazience są DLA MNIE? A ja myślałam, że małżeństwo to jakiś rodzaj wspólnoty. Hmm teraz nie wypada mi nic innego jak przez dwa lata dziękować swojemu darczyńcy.
Ech faceci, jak oni coś zrobią to klękacie narody, patrzcie jaki jestem wspaniały!

wtorek, 2 września 2008

Byle jak

Miałam wczoraj dołkowaty dzień i najchętniej zaszyłabym się sama w jakimś koncie. Nawet trudno było mi powiedzieć co było tego przyczyną. Nie miałam ochoty nawet siedziałam w kuchni popijając herbatę za herbatą, czasem chodziłam się na chwilkę położyć. Widziałam jak pilnie obserwuje mnie mąż, gdzie bym nie poszła to czułam jego oczy na sobie. W końcu zapytał co mnie boli, odpowiedziałam, ze nic. To dlaczego leżysz? Oj byłam tak rozdrażniona, że chciałam odpowiedzieć ostrzej ale wiedziałam że to nie jego wina więc powiedziałam, ze po prostu mam ochotę chwilkę poleżeć. Jan był wyraźnie zły, że nie mówię mu dlaczego jestem w takim nastroju. Na początku pytał a nieco później zauważyłam ża zaczyna trochę ciskać wszystkim. Rany czy nie można zrozumieć że czasem ktoś potrzebuje być sam na sam ze sobą? Obrażony, że nic mu nie mówię a przeciez ja sama za bardzo nie wiedziłam co mi jest, miałam zmyśłać, kłamać i mówić że boli mnie głowa?
Przyjaciółce też napisałam, że nie będzie mnie przy kompie i też prawie się obraziła, chciała wiedzieć co mi jest. Nie wystarczała odpowiedź, że po prostu nie mam ochoty bo, jak mi powiedziała zawsze jest jakaś przyczyna. Na pewno jest ale nie potrafiłam akurat wczoraj odpowiedzieć dlaczego mam taki nastrój, taki, że wystarczyło jedno słowo lub krzywe spojrzenie aby zaczynały lecieć łzy. Może hormony? Może zmęczenie życiem? Może coś w pogodzie? A kto to wie. Czy jednak do diabła muszę być zawsze w dobrym nastroju? Dyspozycyjna dla każdego, odpowiadająca na każde pytanie?

poniedziałek, 1 września 2008

Wycieczka

Wczoraj byłam z Janem na wycieczce w pięknym rezerwacie. Co mi się najbardziej podobało? Nie było tam tłumów turystów a to zapewne z powodu prawdziwej głuszy, bez zaplecza gastronomicznego. Nie wiedziałam, że tak blisko mnie są jeszcze takie miejsca, piękne i prawie bezludne. Podczas bardzo długiego spaceru słychać było jedynie ptactwo, och jak fajnie.
Niestety po powrocie odezwały się moje pięty. Dokładniej pisząc ostrogi. Ech tak fajnie się chodziło i muszą być tego takie skutki? Pomyślałam sobie, że chyba najlepszym rozwiązaniem jest rower. Pięty nie będą boleć a wycieczki są możliwe. Jest tylko jeden problem... no może dwa. Mój stary rower nadaje się tylko i wyłącznie na złom czyli znowu wydatek a tych ostatnio mi nie brakuje. Drugi problem to fakt mieszkania na III piętrze i to z tych wysokich. Nie bardzo uśmiecha mi się znoszenie i wnoszenie roweru z moim kręgosłupem. I jak tu więcej się ruszać? Buu.. A może jednak coś wymyślę?
Tak, teraz to wiem na pewno, że wycieczki rowerowe to jest to czego mi potrzeba. Całkiem samotne wycieczki. Dziwne, że takie? Może ja po prostu dziwaczeję? Nie, nie, to nie to, czasami lubię się poczuć w 100% wolna, kiedy nikt mi nie mówi gdzie mam skręcić, jak szybko jechać, gdzie się zatrzymać. Kiedy mogę myśleć co chcę i nikt nie dopytuje się "o czym myślisz", a jak zachce mi się płakać to nikt nie męczy mnie o tego powody. Potrzebuję takich chwil.

Odminana

O czym mogą świadczyć takie wypowiedzi z jakimi często się spotykam:
- poszłam spać a w łóżku miła niespodzianka, córka wcisnęła się na miejsce męża a on musiał iść spać do innego pokoju
- mąż poszedł do szpitala na niewielki zabieg, szkoda ze zatrzymają go TYLKO na jedną noc
- dwa tygodnie odpoczynku, mój jedzie na dłuższą delegację

Takie wypowiedzi zazwyczaj padają z ust kobiet będących nieco dłużej w związku. Dlaczego? No cóż, chyba każdy potrzebuje czasem trochę odpoczynku? Czy zawsze oznacza to że w małżeństwie źle się dzieje? Pewnie, że czasem tak ale nie zawsze. Są różne sytuacje i jak na przykład żona nie pracuje, niezbyt często widuje się ze znajomymi to ciągłe przebywanie z jedna osobą wymaga od czasu do czasu jakiejś zmiany. Szkoda że nie wszyscy mężowie to rozumieją.

środa, 27 sierpnia 2008

Uff...

Dzisiaj mnie dobrze przegonili po bieżni. Miałam tak zwaną próbę wysiłkową i szczerze mówiąc to byłam przekonana, ze długo nie wytrzymam. Jak można mieć w miare dobrą kondycje siedząc tyle przy komputerze? Dobrze, ze przynajmniej mieszkanie mam duże, do kuchni czy łazienki to już całkiem niezły spacerek. Chodząc tak po tej bieżni pomyślałam, że gdyby tak do niej przymocować klawiaturę a z przodu postawić monitor to i kondycje można by poprawiać przy komputerze. Tylko komu by sie chciało? He, mi na pewno nie.

wtorek, 26 sierpnia 2008

Ciekawość?

Zastanawiam się nad jedna rzeczą. Dlaczego mąż czyta na forum dyskusyjnym posty swojej żony ale w dość ciekawy sposób. Nie czyta forum tak jak to robi większość ludzi tylko wchodzi na jej profil i wyszukuje wszystkie jej ostatnie posty. Czy to jest normalne? Przecież w ten sposób nawet za bardzo nie wie o czym mowa i bardzo możliwa jest błędna interpretacja jej słow. Przecież wypowiedzi na ogół wynikają z toku całej rozmowy i takie wyrywkowe czytanie nie ma najmniejszego sensu. Widać, że jednak dla niektórych ma sens tylko jaki? Podglądanie, sprawdzanie, szpiegowanie?

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Sport to zdrowie

Zaczął sie kolejny tydzień i mam nadzieję, ze nie będzie upalny chociaż w drugiej połowie sierpnia upałów raczej już nie ma. W środę mam próbę wysiłkową i zastanawiam sie jak szybko ją skończę :) Kondycja u mnie jest na poziomi zerowym jeśli tak to można określić. Ba, można by chyba nawet powiedzieć, że na poziomie ujemnym. Tak to jest jeśli się za dużo pracuje w pozycji siedzącej. Moja trasa to komputer kuchnia, kuchnia komputer a gotowanie obiadu trudno nazwać sportem. No chyba że tańcem, kręcąc łyżką w garnku mogę mówić że robię piruety zsuwając coś z patelni na talerz? he he, to prawie jak skoki narciarskie.
Dopiero teraz sobie uświadomiłam jak wiele praca pani domu ma wspólnego ze sportem. Mamy już taniec, skoki narciarskie a co dalej? Na pierwszym miejscu powinnam wymienić podnoszenie ciężarów i to jeszcze jakie.Tak się zastanawiam kto wpadł na taki wynalazek? Na pewno facet.
Kolejny sport to chyba łyżwiarstwo? Takie ślizganie sie po równej powierzchni przypomina mi prasowanie, a może odwrotnie? Do tego należy koniecznie dołożyć hokej na trawie bo przecież prawie nie różni się od mycia podłóg mopem.
Ech gdyby tak poszukać to na pewno wiele jeszcze znalazłoby się takich "sportów". I co tu się dziwić, że kobiety są bardziej wytrzymałe skoro sport to ich codzienność.

niedziela, 24 sierpnia 2008

Przyjaciółka

Jakiś czas temu poznałam przez internet przyjaciółkę. Oczywiście nie od razu tak ją nazywałam bo chyba nie jest to możliwe? Częste kontakty najpierw na forum dyskusyjnym, później również przez komunikatory, aż wreszcie doszło do pierwszych spotkań w realu. Pewnie nie jedna znajomość zaczęła się właśnie przez net i nie jedna znajomość przemieniła się w coś więcej. Czasem dwoje ludzi po jakimś czasie rozmów internetowych poznaje się, łączy i żyje dalej już razem. Znane są przecież małżeństwa, które poznały się właśnie w ten sposób. Oczywiście wśród tego typu znajomości nie brakuje też prawdziwych przyjaźni. I jak można krytykować internet?
Ja właśnie dzięki internetowi po pięćdziesięciu latach życia zdobyłam przyjaciółkę do której mam ogromne zaufanie. Co więcej jest osobą z którą potrafię rozmawiać absolutnie o wszystkim a prawdę mówiąc nie mam takich osób wokół siebie. Nie, nie, nie znaczy to że nie mam bliskich mi osób! Mam, mam męża, dzieci i rodzinę nieco dalszą ale nie potrafię z nimi rozmawiać aż tak szczerze. Oczywiście Jan mi zarzuca, ze nie jestem z nim taka szczera, nie mówię o wszystkich swoich myślach. Ech czasami mam wrażenie, że gdyby mógł to chętnie by do nich zajrzał. Jednak dobra przyjaciółka to co innego i trochę przykro mi, że moja druga polówka nie zawsze przychylnym okiem patrzy na moje z nią pogaduszki. Czyżby była to zwykła zazdrość? Niestety ale Jan prawdziwego przyjaciela nie ma i chyba nigdy nie miał a przynajmniej mi nic o takowym nie wiadomo. Może też dlatego nie wie co to przyjaźń i jak wiele dla drugiego człowieka może znaczyć.

sobota, 23 sierpnia 2008

Mało, mało, mało

Znam jedną osobę... oj nie, nie jedną :) która ciągle narzeka na brak kasy. A bo mnie na to nie stać...
Jak można tak stale narzekać? Najśmieszniejsze jest to, że odwiedzając raz po raz takie osoby widuje często gęsto jakieś nowe rzeczy w domu na które osoby nawet bardziej majętne zazwyczaj nie mogą sobie pozwolić. I jak to razem pogodzić? Nie ma 20zł na wycieczkę szkolną ale ma kilkaset na buty dla nastolatki. Paranoja! Ja rozumiem, że każdy ma jakieś tam priorytety, dla jednych najważniejszy jest pełen brzuch dla drugich mieszkanie a jeszcze dla innych zupełnie niepotrzebne zabawki czyli gadżety. Tylko po co stale zamęczać innych jak to mają cienko w budżecie domowym?
Parę dni temu widziałam nowy nabytek, mata do skakania czy jak to mi powiedziano tańczenia przy komputerze. Faktycznie mata, jakieś pola na niej namalowane a wszystko to podłączone do komputera na monitorze którego wyświetlane są do rytmu melodii strzałki gdzie przeskoczyć nogami. Rety, to już nie można sobie tak poskakać bez maty a najlepiej jeszcze na łonie natury zamiast w domu? A bo to niby koordynuje coś tam ;) na powietrzu też można wymyślić zabawy które coś koordynują ale ile taniej będzie!

piątek, 22 sierpnia 2008

Smętnie

Dzisiaj mi jakoś tak smętnie. Dwa dni temu mąż odebrał telefon, dzwoniła jego kuzynka. Była w odwiedzinach w ich rodzinnych stronach poza naszym krajem i po powrocie chciała nas zaprosić aby poopowiadać co tam słychać. Bardzo zdziwiłam się gdy usłyszałam, że mąż od razu, bez chwili namysłu odpowiedział, że ja nie przyjadę bo mamy remont. :( Wyszło na to, że ja nadaje się jedynie do sprzątania po fachowcach a nie na spotkania towarzyskie. Nie było to miłe. Nawet nie spróbował znaleźć jakiegoś rozwiązania żebyśmy mogli pojechać razem a czy nie można było po prostu przeprosić i powiedzieć, że przyjedziemy ale troszkę później?
Ostatnio odnoszę coraz częściej wrażenie że mąż wolałby, żebym siedziała cały czas w domu. Może lepiej od razu przykuć do kaloryfera w kuchni? E nie, nie mamy kaloryfera. Pojechał sam a ja nic wcześniej nie mówiłam o tym jak odebrałam jego reakcję na zaproszenie. Miał wracając zrobić w markecie zakupy ale już dzwonił że zrobi jutro bo chyba tam dłużej posiedzi.
Oj, czeka nas poważna rozmowa.

wtorek, 19 sierpnia 2008

Normy

Wczoraj chodząc troche po mieście szukając paru drobiazgów. Postanowiłam wrócić przez park bo to i krósza droga i przyjemniejsza.Pewna pani wyprowadzając swojego pieska chyba bardzo sie na niego zdenerwowała i przyłożyła mu przez grzbiet smyczą. Oczywiście zaraz znalazł sie obok ktoś to wyraził swoje oburzenie na temat bicia psa i miał rację. Jednak ta sytacaja dała mi trochę do myślenia.
Żyję już na tym świecie 50 lat i muszę przyznać, że podobnych sytacji widziałam wiele, jednak nie przypominam sobie żebym widziła jak ktoś zwraca uwagę matce dającej klapsa własnemu dziecku. Czy to nie jest dziwne? Czy na to są jakieś normu społeczne? Czy to takie społeczne przyzwolenie?
Lubię zarówno dzieci jak i psy ale bardzo nie lubię jak jednym czy drugim dzieje się krzywda a bicie, nawet to"symboliczne" jest krzywdą. Trudno nazwać to medtodą wychowawczą. Cóż to za metoda wychowawcza, ktora uczy jedynie agresji? Przecież skoro tak bliska osoba jak matka może mnie uderzyć to dlaczego ja nie mogę kogoś kogo nie znam, zupełnie obcego? Jak do tego dołożyć przepełnione agresją filmy ba, nawet bajki to czym to będzie skutkować?
Zaraz pewnie znalazł by się ktoś kto stanie w obronie rodziców raczących swoje pociechy klapsami, bo przecież bez tego to wychowanie bezstresowe, które nie przynosi nic dobrego, dzieci są rozwydrzone. A czy nie można wychować dziecka bez klapsów na porządnego człowieka? Czy to może rodzice stosujący kary cielesne nie dorośli do tego by być rodzicami nie mając innych metod?
Dziwne te nasze normy społeczne i to nie tylko w przypadku tego tematu ale o innych może innym razem.

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Wyjazd

Tak bardzo chciałam gdzieś wyjechać w tym letnim sezonie ale stale coś wypada. Miałam nadzieję,ze przynajmniej jakieś jednodniowe wyjazdy będą możliwe ale albo jest zbyt wysoka temperatura jak dla mnie a jak już spadnie to albo coś mnie zatrzymuje w domu albo Janek nie ma czasu bo musi jechac na dziłakę czy gdzieś tam służbowo. Szczerze mówiąc jakby chciał to byłoby to możliwe ale widocznie są ważniejsze rzeczy czy osoby niż własna żona.
Niby taki troskliwy mąż, taki uczynny i jak tylko potrzeba to pomaga ale... czy życie to tylko obowiązki domowe no i oczywiście takie dodatki jak czułości? Pogłaska, przytuli się, zapyta jak sie czuje ale o tym, że ja po prostu potrzebuję jakiejś odmiany, jakiegoś innego towarzystwa poza tym domowym nie pomyśli. A przecież tak na dobrą sprawę to ja kibluję w domu bo pracę mam taką, którą robię właśnie tu. Jedyne kontakty jakie mam od jakiegoś czasu to te przez internet a i tak czasem słyszę, że za długo siedzę przy kompie.
Wracając do wyjazdów to fakt, że mi proponuje nawet na klika dnie ale po pierwsze zawsze tylko z nim a po drugie na propozycjach sie kończy. Bo zawsze coś. A ja chętnie pojechałbym z przyjaciółką no ale... Przecież i tak gadam z nią stale prze internet to jeszcze nam mało?

czwartek, 14 sierpnia 2008

Krótka myśl przy kawie

Co za paskudny dzień dzisiaj. Jutro wolne więc poleciałam z samego rana na zakupy bo przecież rodzinkę trzeba nakarmić. Jakoś dużo mi się tego zebrało i przyszłam do domu jak wielbłąd. Cholerka żebym ja nawet ziemniaki musiała targać! Cztery dorosłe osoby w domu i trzeba to wszystko samemu? Przynieś podaj, pozamiataj. Tyle razy już rozmawiałam ze swoimi dorosłymi córkami na ten temat, ze przecież one szczególnie teraz kiedy maja wakacje mogłyby się trochę bardziej uaktywnić w domu. Posunęłam się nawet do tego, że na bojlerze w kuchni nakleiłam kartkę - talerze, kubki, sztućce każdy myje po sobie sam. Usłyszałam, że to GŁUPIE! Już nie wiem jak mam dotrzeć do nich? Czy one nie mają jakiegoś poczucia obowiązku? Nie jest im głupio widząc że nawet gdy źle się czuje to wszystko robię? Gdy byłam ostatnio chora, leżałam z wysoką gorączka to nawet nie przyszły zapytać czy nie mam ochoty na szklankę herbaty a o zrobieniu czegoś do jedzenia nawet nie wspomnę. Wydawało mi się, że dobrze wychowywałam swoje córki ale chyba jednak zrobiłam spore błędy. Chociaż z drugiej strony jeszcze całkiem do niedawna było dobrze, nie narzekałam aż tak bardzo.
Tak się zastanawiam jak to będzie na starość? Czy powinnam już odkładać na dom opieki?

środa, 13 sierpnia 2008

Uśmiechnij się

Jako osoba nie zmotoryzowana często korzystam ze środków komunikacji miejskiej. Wczoraj jadąc do przychodni przyglądałam sie współpasażerom, bardzo dyskretnie :) Zastanawiałam się dlaczego nie znalazłam ani jednej uśmiechniętej twarzy? Każdy zamyślony, zapatrzony ale bez nawet ułamka uśmiechu. Czy ci wszyscy ludzie mają aż tyle problemów? To chyba nie to bo z całą pewnością będąc w gronie znajomych ich wyraz twarzy zmienia się. Więc dlaczego w towarzystwie obcych pasażerów miejskiego autobusu taka powaga i dystans? Wydaje mi się, że kiedyś ludzie częściej dzielili się uśmiechem i to nawet wobec obcych ale przecież ludzi.
Postanowiłam zrobić eksperyment i uśmiechnęłam się do pani na przeciwko. Reakcja? Ogromne zdziwienie w oczach. Dlaczego? Przecież nie zrobiłam zeza! To, że życie często, gęsto daje nam w d... nie znaczy, że mamy się nie uśmiechać. Tak na pewno jest łatwiej.

wtorek, 12 sierpnia 2008

Prezenty

Kupowanie prezentów dla bliskich czy znajomych to prawdziwa sztuka. Niestety nie każdemu dana jest ta umiejętność. Sama mam w rodzinie osobę, która w wyjątkowo trafny sposób kupuje prezentowe niewypały. Pomijam fakt, że zazwyczaj są to upominki marki "wszystko za 4 zł" bo przecież nie chodzi o cenę. Jeśli zwyczajowo w danych kręgach robi się symboliczne prezenty to nikt nie wymaga i nie oczekuje samochodu czy brylantowej kolii. Jadnak prezent, nawet za kilka złotych też trzeba umieć wybrać i chyba jest to trudniejsze zadanie.
W tym wszystkim bardziej optymistycznym akcentem jest fakt, że tandetną solniczkę, wybrzuszona patelnię czy tak zmyślnie wyprofilowany kubek, iż jego umycie jest niemożliwe, można głęboko schować. Najlepiej byłoby od razu wyrzucić do kosza ale czy wypada? Prezentów przecież nie wyrzuca się. Jednak mając wyjątkowe szczęście do niewypałów i tandety czasem trzeba się chyba przełamać? Ostatnio zrobiłam to, już dłużej nie mogłam przekładać z kąta w kąt kilku koszmarnych przedmiotów.

Czasem zastanawiam się nad ewentualnym rewanżem. Zamiast myśleć i biegać po sklepach w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego i trafionego mogłabym może poszukać jakiejś domowej "zawalidrogi". Nie, chyba tak nie potrafię.
Niedawno wpadło mi w oko niezwykłe "ustrojstwo", które byłoby idealnym niewypałem prezentowym. Była to maszynka obierająca jabłka. Bardzo żałuję, ze nie miałam wtedy aparatu bo było to jedyne w swoim rodzaju. Całe urządzenie miało na długość jakieś 40 centymetrów! Jabłko przytrzymywane specjalnymi uchwytami (coś jak na rożnie) obracało się korbką a umocowany nożyk sprytnie okrawał skórkę. Właściwie czy sprytnie to nie wiem bo dokładność obierania była odwrotnie proporcjonalna do zegarmistrzowskiej dokładności.
Teraz trochę żałuję, że nie wydałam tych pięciu złotych na tak rewelacyjny prezent.

niedziela, 10 sierpnia 2008

Kiepski dzień

Nie wiem dlaczego czasem bez wyraźnego powodu nachodzi mnie taki beznadziejny nastrój jak dzisiaj. Hormony? Mówią że to możliwe w moim wieku. No bo na co to zwalić skoro nikt dzisiaj za bardzo nie wszedł mi na odcisk, niczego nie zgubiłam, niczego nie zepsułam... itd.
Jeszcze żeby było gorzej przyjaciółka prawie się na mnie obraziła, że nie zatrzymuje jej dłużej przy komputerze tak jakbym nie miała ochoty z nią rozmawiać. A przecież napisała mi na GG pięć minut wcześniej, że właśnie przyjechały do niej dzieci, no to jak mogłam ją zatrzymywać?! Czyżby u niej też hormony robiły swoje? ;)
Prawdę mówiąc to nawet mi się pisać nie chce, posłucham sobie smętnej muzyki... hmm, chyba powinnam czegoś żywszego?

sobota, 9 sierpnia 2008

Chcę byc widoczna?

Niedawno przyjaciółka powiedziała mi, że lubię być widoczna. Czy to faktycznie prawda? Nie, nie zgodzę się z tym. Na pewno chodziło jej o widoczność w sieci bo właściwie w świecie realnym nie wchodzi to w rachubę. A w internecie? Owszem, tam gdzie jest to potrzebne pokazuję, że ja to ja ale dotyczy to mojego serwisu internetowego, którego adresu tu nie podają z chęci utrzymania swojej anonimowości na tym blogu. No właśnie, czy to nie świadczy o tym, że wcale nie przepadam za widocznością?
Działam też dość intensywnie na jednym z for dyskusyjnych i tam na pewno jestem widoczna ale mam też konta w innych sieciowych miejscach i wcale nie podpisuje się w nich imieniem i nazwiskiem. Internet wkradł się do mojego życia na dobre i trudno byłoby zostać całkiem niewidocznym jeśli chce się korzystać z jego dobrodziejstw.

czwartek, 7 sierpnia 2008

Wyjazd?

Zastanawiam się czy tego lata uda mi się gdzieś wyskoczyć? Nie marzę o jakiejś wielkiej wyprawie, właściwie to chciałbym pobyć trochę na łonie natury a najlepiej w pięknym lesie. Janek często mi mówi żebyśmy gdzieś pojechali, gdzie tylko chcę, on dla mnie wszystko. Nie wiem tylko dlaczego jakoś tak się stale układa, że jak do tej pory nie wyjechaliśmy nawet na jeden dzień. Fakt, że jesteśmy teraz trochę zajęcie remontem mieszkania, ja mam jakieś tam badania poustawiane ale czy tak trudno zorganizować jednodniowy wypad? Słyszę propozycje wyjazdu zawsze wtedy kiedy jest upał a jak tylko ochłodzi się to jakoś temat znika a jeśli ja już go podejmuję to zawsze jest coś pilniejszego.
Znowu narzekam zamiast zabrać się i pojechać gdzieś samej.
Jan planował urlop w drugiej połowie sierpnia tak sobie nawet pomyślałam, że jak w tym czasie będziemy bez łazienki to może właśnie w tym czasie bym gdzieś wyskoczyła? Przynajmniej miałabym lepsze warunki do zwykłego umycia się :) Dzisiaj usłyszałam - a po co ja mam brać urlop na czas remontu łazienki?
No jasne, ja będę kiblować z fachowcami przez trzy tygodnie nigdzie nie wystawiając nosa. Pamiętając o tym, że niedawno wspomniałam o takim pomyśle zastanawiam się czy to nie jest umyślna decyzja? Coraz częściej odnoszę wrażenie, że w przekonaniu męża mam prawo bywać tu i tam jedynie w towarzystwie męża. Strasznie się ten mój mąż zmienił, niby bardziej dba o mnie, rozpieszcza zakupami, nie mówi że cokolwiek jest za drogie a jeśli ja tak mówię to oczywiście wyjaśnia mi, ze lepiej kupić cos lepszego. Pomaga więcej w domu, ba nawet jak wieczorem widzi gary w zlewie to sam bierze się za mycie. I dlaczego ja jeszcze narzekam? Nie wiem ale czuje się jakaś osaczona.

środa, 6 sierpnia 2008

Gorąco

Ostatnio mam bardzo często typowe dla mojego wieku wieku uderzenia gorąca. Teraz kiedy za oknem temperatura sięgała 30 stopni jest to wyjątkowo męczące, chociaż i przy niższych temperaturach potrafi dobrze dokuczyć, zwłaszcza że fale gorąca uderzają kilka razy na godzinę, czasem dosłownie raz za razem. Narzekam za bardzo? Może tak, szkoda tylko, że mój mąż nie chce tego za bardzo słyszeć. Właściwe to stale mi bardzo współczuje, przyjdzie pogłaska po główce, przytuli się.... No właśnie, przytuli się. Myślę, że każda kobieta mająca za sobą taki okres już wie o co chodzi? Niestety nawet ciepły oddech na szyi, czy gorąca dłoń wywołuje kolejne uderzenie i poty a już nie wspomnę o nieco bardziej ściślejszym przytuleniu. Czy na prawdę facetowi jest tak trudno to zrozumieć? Wiem, że bywają mało domyślni ale ja przecież o tym nie raz mówiłam.
Zastanawia mnie jedna rzecz, dlaczego właśnie teraz, w trudnym i "gorącym" okresie moja druga polówka ma ochotę na przytulanie tak często, przecież tak nie było? Oczywiście nie mówię, że wcale nie było. Nie wiem ile razy mam jeszcze o tym mówić bo w końcu wyjdzie na to że jestem skończoną marudą, że go odpycham więc póki co jakoś to znoszę ale na prawdę jest trudno.
No i co? gdzie asertywność, gdzie mówienie NIE? Znowu robię coś dla kogoś, coś dla świętego spokoju, wbrew sobie, wbrew swojemu dobremu samopoczuciu. A wystarczyłaby odrobina zrozumienia, odrobina cierpliwości z drugiej strony.
W efekcie tego wszystkiego chodzę trochę nie wyspana bo bardzo często wieczorem zamiast się położyć do łóżka czytam w kuchni do późnej godziny a rano jakoś pospać dłużej nie potrafię. Pewnie wolałabym posiedzieć dłużej przy kompie ale mogę usłyszeć że jestem uzależniona. Fajnie jest położyć się wieczorem na tapczanie, rozłożyć wszystkie kończyny jak najdalej od własnego ciała i pozwolić się chłodzić nocnemu powietrzu. Ja na prawdę nie potrzebuję wiele żeby poczuć sie dobrze zwłaszcza teraz przy wyższych temperaturach. Pewnie można sie od razu domyślić, ze chciałabym tak poleżeć sama ale zazwyczaj w takiej sytuacji pojawia się towarzystwo i dogrzewanie. Można by pomyśleć, że mi odbija z tym ciepłem ale przecież ja nie oczekuję, że każdego wieczora będzie tak a nie inaczej, jednak trochę wytchnienia chyba mi się należy? Jak powiem, że chce poleżeć sama to zaraz będzie naburmuszona mina itp. Więc cóż? pozostaje mi nocne czytanie książek. Chyba muszę sie wybrać do biblioteki.

wtorek, 5 sierpnia 2008

Nocka

Mamy lato i to dość ciepłe ostatnio, w mieszkaniach robi się gorąco więc idealną porą na jego ochłodzenie jest noc. Najlepiej spać przy otwartych oknach tylko niestety czasem mieszkając przy ruchliwej ulicy trzeba przyzwyczaić się do większego hałasu. Ale za to jakie fajne powietrze się robi! Ja właściwie nie mam problemu ze spaniem przy hałasie a powiem nawet, że taki monotonny hałas jakoś lepiej toleruję niż nagłe i dość głośne chrapnięcia męża :) He, ja podobno też chrapię i całe szczęście, że tego nie słyszę.
Dzisiaj w nocy miało być według prognozy pogody nieco chłodniej i wietrznie więc mąż... czemu ja nie piszę imienia, będzie łatwiej... no to zamiast mąż niech jest Jan. Otóż Jan pozamykał okna na noc. Nie bardzo mi to się uśmiechało no ale skoro ma zmarznąć to jakoś wytrzymam, chociaż ja teraz najchętniej spałabym na balkonie. Zostawiłam mu kartkę w kuchni, żeby rano pootwierał, chciałam wykorzystać każdą chłodną chwilę dnia na studzenie mieszkania. Teraz sobie pomyślałam że nie myślę :) przecież córka wyjechała więc dlaczego nie poszłam spać do jej pokoju? Mogłabym spać przy szeroko otwartym oknie. Oj, coś u mnie z myśleniem już nie tak.

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Kącik

"Pragniemy, żeby miłość trwała, a wiemy, że nie trwa, choćby cudem miała trwać przez całe nasze życie, i tak urwie się w jakiejś chwili. Żadna istota, nawet najbardziej kochana, nigdy do nas nie należy. Na okrutnej ziemi, gdzie kochankowie umierają czasem rozdzieleni, a rodzą się zawsze z dala od siebie, absolutna komunia na cały czas życia jest niemożliwym żądaniem." - Albert Camus

A gdyby tak te słowa odnieść do małżeństwa? Na dobre i na złe, do grobowej deski... dlaczego nie. Jeśli w miarę dobrze układa się między dwojgiem ludzi to jak najbardziej. Problem gdy jednemu z nich ta absolutna komunia za bardzo wchodzi do głowy, gdy jej oczekuje, gdy chce absolutnej szczerości aż do bólu. Czy to jest dobre w małżeństwie?
Nie wiem jak inne kobiety ale dla mnie ważny jest jakiś mały kącik na swoje myśli, marzenia o których nie muszę nikomu mówić. Tylko moje.

Poniedziałek

Taką miałam nadzieję, że dzisiaj będzie już przyjemnie a tu nic z tego. Niby widać jakieś chmury ale jest koszmarnie parno. Wyszłam rano na małe zakupy i wróciłam cała mokra. Oj jak ja nie znoszę takiej pogody! A tu jeszcze przyjdzie gotować jakiś obiad.
Właściwie dlaczego kobieta pracująca w domu nie ma urlopu? Pamiętam jak dzieci były małe to w ramach oszczędności nawet jadąc na wakacje wybieraliśmy opcje bez wyżywienia i oczywiście nawet tam pichciłam. Co za głupota. Dopiero teraz zaczynam trochę mądrzeć i mniej sie tym wszystkim przejmuję. Tylko dlaczego potrzebowałam na to aż pięćdziesięciu lat? Widać tak musi być, ze aby pewne rzeczy zrozumieć potrzeba czasu a przede wszystkim życiowego doświadczenia. Teraz zaczynam tez rozumieć wiele innych rzeczy, patrzeć na świat nieco inaczej.

niedziela, 3 sierpnia 2008

Syndrom

Dlaczego postanowiłam pisać bloga? Dziwny powód ale chyba z nudów? Gdyby ktoś z moich znajomych to usłyszał to pewnie nieźle by się zdziwił. Ty z nudów?? Dzisiaj niedziela, moje córki powyjeżdżały, na obiad zaproszony był ojciec mojego męża. Siedzieliśmy w trójkę ale dość często uciekałam z pokoju ponieważ telewizor ryczał niemiłosiernie. Niestety ulubionym zajęciem panów podczas niedzielnego popołudnia jest właśnie to pudło a że teść jest już trochę przygłuchy więc dźwięk ustawiony jest ponad możliwości moich uszu. Najśmieszniejsze jest to, że zaczęłam się normalnie nudzić. Nie miałam specjalnie ochoty na pracę, w końcu to niedziela. Przyjaciółka wyjechała więc nie było jak poklikać. Zaczęłam sobie wyobrażać jak to będzie gdy zostaniemy w domu we dwójkę z mężem? Już tak krótki okres czasu, bo tylko jeden dzień bez dzieci spowodował syndrom pustego gniazda? Przecież to niemożliwe. Nie, nie to nie to, to chyba taki nastrój. Ogarniała mnie coraz większa senność i zaczęłam zastanawiać się co robić by nie zasnąć. Wymyśliłam bloga. Czy będę w nim często coś pisać? Jeśli czas pozwoli to tak chociaż jak wspomniałam wcześniej nie grzeszę nadmiarem czasu. Niektórzy twierdzą, że pisanie czegoś na kształt pamiętnika pomaga w trudnych chwilach i chyba mają rację. Więc do roboty, zaczynam pisać. Nikomu nie mam zamiaru mówić o tym fakcie bo chciałbym mieć swoje całkiem prywatne miejsce, moje i tylko moje. Nie znoszę naruszania prywatności i uważam, że każdy człowiek ma prawo do swojej całkiem prywatnej strefy o której nie musi wiedzieć ktokolwiek, nawet własny mąż. A może przede wszystkim? Tu muszę od razu nadmienić, ze właśnie on ma inne zdanie i powoduje to czasem jakieś spięcia. Oj ten temat ostatnio dość często powraca w naszych rozmowach więc pewnie i tu często zagości. Jak na pierwszą notkę chyba wystarczy?